Mam syna, który niedawno założył rodzinę, więc zdecydowałem się pomóc, spłacając za nich kredyt za mieszkanie. Jednak teraz, podczas świąt, jestem sam…

W ubiegłym roku moja synowa przez cały grudzień obiecywała mi, że będziemy spędzać razem Nowy Rok. Miało to być kameralne rodzinne spotkanie w ich nowym mieszkaniu, które jest objęte kredytem – kredytem, który ja spłacam!

Kupiłem prezenty dla wnuków, zakupy na mój tradycyjny noworoczny sałat oraz nie planowałem niczego na noc sylwestrową. Jednak mojego syna i jego żonę obudziłem telefon w pierwszy dzień grudnia. Podzielili się życzeniami noworocznymi, mówiąc, że zobaczymy się dopiero po Nowym Roku. Znowu byłem sam, jak rok temu. Wydaje się, że w tym roku też czeka mnie to samo.

Mój syn ma teraz 33 lata, wychowałem go sam od piątego roku życia. Mój mąż odebrał sobie życie, kiedy syn miał pięć lat. Wtedy myślałem, że nie poradzę sobie z tą tragedią. Kochałem swojego męża, a życie bez niego wydawało mi się nie do pomyślenia.

Ale nasz syn był przy mnie, więc musiałem pracować i jednocześnie pełnić role mamy i taty. Na szczęście, syn dorastał na dobrego chłopca, zarówno w dzieciństwie, jak i w wieku nastoletnim. Mieliśmy zawsze dobre relacje, zawsze mogłem na niego liczyć.

Życie bez ukochanego męża

Mimo że zostałem sam w wieku 28 lat, nigdy nie chciałem ponownie wychodzić za mąż. Bałem się, że zostawienie syna i skupienie się na własnym życiu zabierze mi za dużo czasu. Chociaż bardziej chciałem urodzić jeszcze jedno dziecko, niż po prostu mieć stałego partnera obok siebie.

Miałem kilku znajomych, ale zawsze mówiłem wprost, że nie zamieszkamy razem, ponieważ chcę pozostać z synem. Miałem długotrwały związek z moim współpracownikiem, choć był już żonaty, ale było wiadomo, że żyje z żoną tylko ze względu na córkę, w przeciwnym razie dawno by się rozeszli.

Dobrze nam się razem układało, nie oczekiwaliśmy niczego od siebie, mieliśmy wspólne zainteresowania, a bliskość z nim była miła. Jednak jego żona zachorowała poważnie, co w pewnym sensie uratowało ich małżeństwo. Minęło dziesięć lat, i od tego czasu nie miałem żadnego związku.

Oczywiście mój syn wiedział, że czasami mam partnerów. Nawet powiedział mi, że nie ma nic przeciwko temu, jeśli przywiodę kogoś do domu, ale nie mogłem sobie tego wyobrazić. Nawet dzisiaj, jako wdowa od 28 lat, codziennie myślę o moim mężu.

Z własnego gniazda

Mój syn mieszkał ze mną do 25 roku życia. Wtedy miał już rok znajomości z dziewczyną i postanowili spróbować mieszkać razem. Wynajęli mieszkanie, na szczęście niedaleko mnie. Często się widywaliśmy, ale nigdy nie narzucaliśmy się nawzajem, szanowaliśmy ich życie prywatne.

Bardzo polubiłem dziewczynę mojego syna, pochodziła z dobrej i uczciwej rodziny, była wiejska i to pokazuje, że jest niezależna i zdeterminowana. Dziś wiem, że to ona prowadzi całe gospodarstwo domowe.

Ipoteka, kredyt i nowe mieszkanie

Minął rok, a młodzi postanowili wziąć ślub. Rodzice panny młodej przygotowali ją w swoim domu na wsi. To było piękne wydarzenie, które pamiętam do dziś. Trochę czasu mieszkali wynajętym mieszkaniem, a w końcu zdecydowali się na własne mieszkanie.

Oszczędzali, dostali pewne pieniądze od rodziców dziewczyny, a także od babci i dziadka. Ja również dołożyłem swoją część, więc mieli sporą sumę. Jednak wciąż musieli wziąć część pieniędzy w kredycie hipotecznym.

Nawet nie zdążyli przeprowadzić się, a synowa zaszła w ciążę. Oczywiście, ciąża zakłóciła plany dotyczące spłacania kredytu hipotecznego. Wtedy postanowiłam im pomóc i wzięłam kredyt w banku z warunkiem, że te pieniądze zostaną przeznaczone na spłatę większej części hipoteki i przyszłych płatności.

Oczywiście, byli bardzo szczęśliwi i oboje obiecali, że będą mi zwracać pieniądze, jak tylko oboje znajdą pracę, ale powiedziałem im, że nie muszą tego robić.

Byłam zadowolona, że mogłam im jakoś pomóc. Synowa powiedziała mi, że jak tylko zacznie pracować, zacznie przesyłać mi pieniądze na konto, ale uśmiechnęłam się i powiedziałam, że nie jest to konieczne, a ona powtórzyła, że na pewno to zrobi.

Młodzi przeprowadzili się do mieszkania półtora roku temu. Pierwszy Sylwester na własnym lokum spędzili w nowym domu. Do tej pory przez kilka lat świętowali Nowy Rok ze mną, czuli się swobodnie, ja gotowałam i dbałam o wszystko, bo u synowej w wynajmowanym mieszkaniu nie było nawet normalnego piekarnika.

Myślałem, że spędzę z nimi Nowy Rok. Oboje tak mówili, ale grudzień się skończył, a ja nie dostałam żadnej informacji i nie miałam odwagi pytać. Miałam nadzieję, że mnie zaproszą, albo przynajmniej odwiedzą. Ale powiedzieli mi, że jadą do rodziców dziewczyny na wieś, zostawiają syna tam i spędzą noc sylwestrową w stolicy.

Czuję się okropnie. Od momentu, kiedy wprowadzili się do własnego mieszkania, nie mieli czasu na mnie. Nie chcę narzucać się im, jest mi głupio. Ale żal mi, że nie wspominają nawet o mnie w święta.

W domu mam prezenty dla nich i dla wnuka, a nie wiem nawet, kiedy je odbiorą. Dodatkowo synowa pracuje już ponad rok, a nie raz nie powiedziała, że będzie spłacać kredyt. Nie potrzebuję tych pieniędzy, po prostu chciałabym elementarnej uwagi i kontaktu z najbliższymi.