Maria zostawiła swojego syna w szpitalu po porodzie, a po 20 latach odnalazł ją, aby podziękować.

Maria miała 22 lata, kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży. Była w związku z młodym mężczyzną, który ją kochał. Jednak po tym, jak dowiedział się, że zostanie ojcem, szybko się wycofał: nie odbierał telefonów i nigdy nie było go w domu. Jego rodzice twierdzili, że Piotr nie potrzebuje dziecka, dopiero zaczyna życie, zaproponowano mu dobrą posadę w stolicy, a on wyjechał budować swoją karierę.

Kiedy Maria ze łzami w oczach zapytała, co powinna zrobić, matka Piotra wyciągnęła małą paczkę z pieniędzmi. Dziewczyna nie przyjęła jałmużny i uciekła do swojego domu.

Jej matka, Anna, również nie była zadowolona z tej wiadomości i wyrzuciła dziewczynę z domu.

Maria dosłownie zaczęła być bezdomna. Początkowo jej przyjaciele pozwalali jej nocować, ale każdy miał swoje życie osobiste, a Maria zaczęła przeszkadzać, gdy tylko złapała niezadowolone spojrzenia, szybko spakowała swoje rzeczy i wprowadziła się do innej przyjaciółki.

W ósmym miesiącu ciąży, przyjaciele się skończyli, a Maria musiała spędzić noc na stacji kolejowej. Tam zauważyła ją pewna kobieta, właścicielka małej kawiarni, która zaproponowała jej pracę kelnerki do czasu porodu. Ta miła kobieta pozwoliła również Marii zamieszkać w kawiarni.

Maria zgodziła się, była to dla niej najlepsza opcja w tamtym czasie. Kilka tygodni później zaczęła rodzić, trafiła do szpitala, a później została matką pięknego chłopca.

Jej serce pękało z bólu, ale Maria zrozumiała, że nie będzie w stanie zabrać dziecka ze sobą, więc zostawiła je w szpitalu, pisząc tylko na małej karteczce:

“Przykro mi synku, nie mogę cię zabrać, sama nie mam gdzie mieszkać, mam nadzieję, że znajdziesz dobrą rodzinę”.

Maria nie wróciła do matki; zaprzyjaźniła się z kobietą, którą poznała na stacji kolejowej i została, by z nią mieszkać i pracować.

Teraz Maria nie przypomina biednej dziewczyny, która spędziła noc na stacji kolejowej. Jest silna i potężna, udało jej się zaoszczędzić pieniądze i kupić małą kawiarnię, potem kolejną. Teraz jest właścicielką całej sieci. Ale przez całe swoje 20 lat żałuje tylko jednego: że tamtej nocy nie zabrała ze sobą syna i prawdopodobnie dlatego nie miała więcej dzieci.

Pewnego dnia zadzwonił do niej kierownik jednej z kawiarni, mówiąc, że w holu czeka mężczyzna, który chce się widzieć z właścicielką. Podeszła do stolika i zobaczyła mężczyznę. Maria rozpoznała to samo spojrzenie, które widziała tylko raz, 20 lat temu w szpitalu położniczym.

– Dzień dobry, jestem Andrzej i wydaje się, że jestem waszym synem – uśmiechnął się i podał tę samą notatkę, którą Maria napisała w szpitalu i zostawiła razem z dzieckiem.

– Ale jak, jak mnie znalazłeś? – Maria była oszołomiona.

– To nie ma znaczenia. Wiecie, z notatki zrozumiałem, że było wam bardzo źle, więc zostawiliście mnie w szpitalu po porodzie. Ale nie trzymam urazy, przyszedłem podziękować. Dzięki wam miałem wspaniałe dzieciństwo. Moi rodzice – to niezamożni ludzie, często brakowało nam pieniędzy, ale nigdy nie przyszło im do głowy porzucić dziecka, nawet jeśli nie było ono ich własne – powiedział Andrzej i odszedł.

Maria usiadła przy stole, ściskając tę samą kartkę i poczuła się bardzo źle, szlochając i zdając sobie sprawę, że nigdy nie będzie w stanie zapomnieć nocy, w której oddała syna.