Michał, to ty? Przyjechałeś do mnie? – zapytała matka wielodzietna, którą dzieci wysłały do domu opieki

Za oknem domu opieki sypał śnieg. Na dworze panowała zima. A przy kaloryferze wpatrywała się w te taniec śniegu Jadwiga Iwanowna. Kiedyś była sukcesywną kobietą, kierownikiem zakładu i matką wielu dzieci. Stała i nie mogła uwierzyć, że kończy swoje dni w takim miejscu, a nie w domu.

Kiedy była młoda, prowadziła ciekawe i pełne energii życie. Potrafiła łączyć obowiązki domowe, pracę i wychowywanie dzieci. I zawsze dawała radę. Jak jej się to udawało, nikt czasami nie rozumiał.

Tajemnica była znana tylko Jadwidze Iwanownie. Ale czegoś nie uwzględniła. Przez całe życie starała się wychować swoje dzieci na uczciwych, dobrych i wrażliwych ludzi. A teraz, na starość, okazało się, że jej dorosłe dzieci uważają ją za zbędną i wysłali ją tutaj.

Dwie starsze córki mieszkają z nią w tym samym mieście, ale mają swoje rodziny, swoje dzieci, swoje sprawy. A najmłodszy Michał po ukończeniu studiów wyjechał pracować do Kazania i nigdy już nie wrócił. Raz w roku tylko przesyłał matce pocztówki z życzeniami urodzinowymi i to wszystko.

Emerytka siedziała przy oknie i cicho płakała. Za oknem sypał się piękny, biały śnieg, życie toczyło się, trwała przednoworoczna wrzawa. Kiedyś, gdy Jadwiga Iwanowna była młodsza, uwielbiała Nowy Rok.

Czekanie na to święto było dla niej ważniejsze niż dla jej dzieci, bo w ten dzień obchodziła urodziny. Dom imieninowej kobiety w tym dniu wypełniał się gośćmi, szczerymi życzeniami, prezentami, zabawą…

A w tym roku obchodzi swoje urodziny tutaj. W pustym pokoju i sam na sam z sobą. Nawet jej sąsiadka Hanna Wasilowna gdzieś zniknęła od samego rana. Pewnie zmęczyła się patrzeniem na smutną twarz Jadwigi Iwanowny.

Ciszę w pokoju przerwał stukanie do drzwi. Otworzyły się, a do środka weszły kobiety z balonami, świątecznymi czapeczkami na głowie i tortem. Przywodziła ten korowód sąsiadka Jadwigi, Hanna Wasilowna.

“Z okazji urodzin, Jadziu!” – radośnie zawołała Anna i wręczyła jubilatce dziergane skarpety. “Ach, dziewczyny, po co to! Nie trzeba było! Dlaczego wy wydawałyście… Aniu, mogłaś przynajmniej powiedzieć. Przygotowałabym się na przyjście gości”, załamała się Jadwiga Iwanowna.

“Chciałyśmy zrobić niespodziankę. Nie mogłam cię uprzedzić”, uśmiechnęła się sąsiadka. “Jadzio, co ty tu siedzisz, idziemy nakrywać stół. Będziemy pić herbatę z tortem.”

“Ach, naprawdę za bardzo mnie zaskoczyłyście”, powiedziała jubilatka. “Siedźcie, dziewczyny, będę zaraz parzyć herbatę. Jak się tak rozsiedziesz, wiedząc, że jestem już, to obeszło się, to podniesiesz humor.”

“Za życie, mamo!” – usłyszano znajomy głos.

Emerytka przez sen się uśmiechnęła. To był on, jej Michał. On śnił matkę. Stał się dorosłym, takim mężczyzną. Wreszcie ujrzała swojego syna. Znowu byli razem, choć tylko we śnie.

“- Z nią wszystko w porządku? Nie zachorowała?” – spytał Michal.

“Nie, wszystko w porządku. Po prostu wczoraj świętowałyśmy urodziny do rana, i teraz wszyscy śpią” – odpowiedziała matka.

“Matko, mam jeszcze sprawy w mieście, więc zaraz wyjadę, a ty się pakuj. Wieczorem jedziemy pociągiem.”

“Gdzie jedziemy, synu?” – zaniepokoiła się Jadwiga Iwanowna.

“Gdzie? Do domu, mamo, wracamy do domu. Moja Tania już na nas czeka. Pakuj się, nie mamy dużo czasu.”

W oczach Jadwigi Iwanownej pojawiły się łzy. Spojrzała na Hannę Wasilowną.

“Pakuj się, Jadziu, po co stoisz jak wryta. Słyszysz, mówi syn, mamy mało czasu.”

Babunia uśmiechnęła się i zaczęła się krzątać wokół szafy.