Mój tata i mama kupili mi mieszkanie i powiedzieli, że kiedy wyjdę za mąż, będę tam mieszkać. Jednak właścicielem mieszkania formalnie jest mój tata. Gdy Adam i ja się pobraliśmy, planowaliśmy mieszkać tam, ale rodzice nie polubili zięcia

Moi rodzice kupili mi ładne mieszkanie dawno temu.

Było to w czasach, gdy jeszcze studiowałam, więc mogłam się dobrze ustatkować w życiu i mieć dobrą przyszłość, a moi rodzice bardzo chcieli pomóc mi zbudować dobre życie.

Mama i tata zapewniali mnie, że to moja świetlana przyszłość, że w razie czego będę miał własny dach nad głową.

W międzyczasie mieszkałam z nimi w ich mieszkaniu, a oni wynajmowali moje, gdy spłacali kredyt, który zaciągnęli na to samo mieszkanie.

Sześć miesięcy temu poznałam Adama i wyszłam za niego za mąż.

A mieszkanie, które mama i tata kupili dla mnie, żebym mogła w nim mieszkać z rodziną, nadal jest zarejestrowane na moich rodziców.

Szczerze mówiąc, zawsze miałam nadzieję, że przynajmniej po moim ślubie podarują mi tę mieszkanie, ale ku mojemu zdziwieniu, nawet się tym nie śpieszą. Uważali, że muszą jeszcze dobrze przyjrzeć się swojemu zięciowi, zanim podejmą właściwą decyzję.

Adam ciągle przypomina mi, że nie czuje się gospodarzem w tym mieszkaniu, i że to mieszkanie nie jest moją własnością, ponieważ należy tylko do moich rodziców, a moje prawa do niego są tylko teoretyczne.

Mój Adam ciągle mi powtarza, że nie powinnam inwestować w czyjeś mieszkanie, bo to nawet nie jest moje.

Zastanowiłam się nad tym i poszedłam do rodziców, prosząc ich o zarejestrowanie mieszkania na mnie.

Ale mój ojciec powiedział, że lepiej będzie dla nas wszystkich, jeśli mieszkanie pozostanie na jego nazwisko, bo i tak będzie moje, bo jestem ich jedynym dzieckiem.

Okazuje się, że sytuacja w naszej rodzinie jest zupełnie niezrozumiała, a teraz nawet nie wiem, co robić, bo mąż ciągle powtarza to samo, że on nie ma tu do niczego prawa, i prosi mnie o wynajęcie osobnego mieszkania albo zaoszczędzenie na zaliczkę, żeby wziąć kredyt na własne mieszkanie.

Po części go rozumiem, bo on też nie ma wiary w przyszłość.

Ale jednocześnie nie chcę pożyczać tak dużej kwoty i oszczędzać latami, bo mam własny dom, choć jeszcze nie jest mój.

Dlaczego miałbym coś kupować? Czasami myślę, że może moi rodzice mają rację.

Ostatnio Adam nawet nie chce rozmawiać z moimi rodzicami, jest pewien, że nastawiają mnie przeciwko niemu i mu nie ufają, mimo że nic złego im nie zrobił.

Gdyby nie to mieszkanie, żylibyśmy spokojniej i oszczędzalibyśmy na własne lokum, żeby mógł poczuć się panem we własnym domu.

I nie wiem, co powinnam zrobić.

Kiedyś myślałam, że to mieszkanie mnie uszczęśliwi, ale okazuje się, że jest odwrotnie.

Co powinnam teraz zrobić, ponieważ jestem pomiędzy moimi rodzicami i mężem, a oni już nawet ze sobą nie rozmawiają, a to wszystko przez to mieszkanie.

Jak mogę znaleźć wyjście z tej sytuacji?