Mój zięć opuścił rodzinę już po raz piąty, a moja córka ciągle go przyjmuje z powrotem

Mam dość obserwowania, jak moja córka rujnuje sobie życie, zarówno dla siebie, jak i swoich dzieci. Mój zięć opuścił rodzinę już po raz piąty, wrócił cztery razy, a moja córka zawsze mu wybacza i przyjmuje go z powrotem. Mówi, że mają rodzinę, nie może go wyrzucić, bo mają dzieci. No i co z tymi dziećmi? Ten ojciec nawet nie pamięta, kiedy jego dzieci mają urodziny!

Dziesięć lat temu moja córka wyszła za Andrzeja. Próbowałam odwieść córkę od tego małżeństwa, ale nalegała: “To miłość, mamo, nie wtrącaj się”.

Nie wtrącałam się. Pobrali się i wprowadzili się do mieszkania mojej córki, które zapisał jej dziadek. Starałam się więcej do nich nie chodzić, żeby się nie denerwować.

Córka zarabiała więcej niż ten “poszukiwacz pracy”, ona sprzątała i gotowała, a Andrzej nawet nie potrafi sam nałożyć sobie jedzenia na talerz.

Kiedy córka zaszła w ciążę, Andrzej powiedział, że będzie w stanie utrzymać rodzinę, że pomoże przy dziecku. Ale gdy tylko córka poszła na urlop macierzyński, pieniądze skończyły się natychmiast. Córka przyszła do mnie po pomoc, jak mogłem odmówić?

– Krytykujesz Andrzeja za wszystko. On próbuje znaleźć lepszą pracę, ale to zły czas, rynek pracy jest bardzo trudny – usprawiedliwiała męża córka.

A mój zięć nigdy nie miał innych czasów, zawsze coś przeszkadzało, zawsze coś było nie tak. Nie potrafi pomóc przy dziecku, bo się boi i nie wie jak, nie może znaleźć lepszej pracy, bo nikt go nie chce, nie robi nic w domu, bo jest zbyt zmęczony. Krótko mówiąc, stołek w domu jest bardziej przydatny niż Andrzej.

Kiedy mój wnuk skończył dwa lata, mój zięć po raz pierwszy opuścił rodzinę. Spakował swoje rzeczy do walizki, powiedział, że jest zmęczony, że to życie nie jest dla niego, i umył ręce od rodziny, składając pozew o rozwód.

Moja córka płakała. Uspokajałam ją, ale w głębi serca cieszyłam się – cierpiałyśmy, pozbyłyśmy się go. Teraz wszystko będzie lepiej. Namawiałam ją nawet, żeby zgodziła się na rozwód, chciała o coś walczyć, ale się nie zgodziła.

Przez rok nie było żadnych wieści od zięcia. Alimentów też nie było. Córka z trudem doszła do siebie, jej życie zaczęło się poprawiać, a wtedy on znów pojawił się z tą samą walizką i córka go wpuściła. Pokłóciłam się z nią wtedy poważnie, a ona mi powiedziała:

– Mamo, mamy dziecko, on jest ojcem. Poza tym zrozumiał swój błąd. A zresztą, nie wtrącaj się, sami to załatwimy.

Rok później moja córka urodziła kolejne dziecko. Tym razem Andrzej został z dzieckiem przez pół roku, po czym spakował się i wyjechał, mówiąc, że popełnił błąd. Tym razem nie musieli się nawet rozwodzić, byli już rozwiedzeni.

Patrzenie na moją córkę było bolesne. Bycie samemu z dwójką małych dzieci jest przerażające. Pomagałam jak mogłam, ale i tak było ciężko. Ale było dobrze, poradziliśmy sobie. Dzieci poszły do przedszkola, moja córka poszła do pracy, wszystko wydawało się być w porządku. I wtedy znów pojawił się Andrzej.

Córka znowu go wpuściła, choć próbowała to przede mną ukryć. Nawet nic jej nie powiedziałam, bo nie mogłam znaleźć słów. Jak bardzo trzeba siebie nie szanować, żeby pozwolić się tak traktować?

W zeszłym roku mój zięć zostawił moją córkę po raz piąty. Córka wzięła telefon na kredyt, żeby mu go podarować, a on znowu zebrał swoje rzeczy i odszedł. Najbardziej mi żal moich wnuków, nie są w stanie wpłynąć na tę sytuację, są jeszcze małymi dziećmi.

Niedawno wnuki powiedziały mi w tajemnicy, że ich tata wrócił, chociaż jeszcze z nimi nie mieszka, codziennie przychodzi na obiad. Chociaż przysięgałam nie mieszać się w tę sprawę, nie miałam już siły milczeć. Zadzwoniłam do córki.

– Co ty wyprawiasz? Nie wystarczył ci kredyt, który dla niego spłaciłaś? – moje oburzenie było przeogromne.

– Dzieci ci powiedziały, wszystko zrozumiałam… To prawda, Andrzej wrócił i chce poprawić nasze relacje. Mamy dzieci, on je kocha. Nie mogę zostawić dzieci bez ojca.

– Przestań zasłaniać się dziećmi! Czy kiedykolwiek pytałaś dzieci, czy chcą widzieć tego ojca? On nawet nie wie, kiedy mają urodziny. Wykorzystuje cię

– Nie rozumiesz…

Tak, naprawdę nie rozumiem, jak można być tak pozbawionym kręgosłupa. Gdyby była od niego zależna finansowo i bała się, że sama nie poradzi sobie z dziećmi, to byłoby jakieś wytłumaczenie. Ale to jest po prostu szalone.