Moja matka ma 65 lat i od dłuższego czasu mieszka sama w dwupokojowym mieszkaniu. Zaproponowałem mamie, że wprowadzę się do niej i zostawię swoje mieszkanie córce i zięciowi, ale nie spodobała jej się ta opcja

Po rozwodzie z mężem zaczęłyśmy z córką mieszkać w jednopokojowym mieszkaniu, i choć nie było w nim zbyt wiele miejsca, było wystarczające dla nas obu.

Półtora roku temu moja córka wyszła za mąż i sprowadziła do domu swojego zięcia. Aby się zmieścić, przeniosłam sofę do kuchni i zostawiłam pokój dla młodych.

Ale kilka miesięcy temu urodził się mój wnuk, było bardzo mało miejsca, i zdałam sobie sprawę, że muszę coś zrobić z moją przestrzenią życiową.

Moja mama ma 65 lat i od dawna mieszka sama w dwupokojowym mieszkaniu, które odziedziczyła po ojcu. Mój ojciec nie żyje od ponad 10 lat, i od tego czasu moja mama jest sama.

Ale w ciągu ostatnich kilku lat poznała mężczyznę, który ma na imię Michał.

Mieszka z moją matką przez pewien czas, a potem jedzie do swojej wioski na tydzień lub dwa, mówi mojej matce, że ma tam córkę i wnuczkę, i pomaga im.

Ale podejrzewam, że jest po prostu żonaty. Najprawdopodobniej ten Michał ma rodzinę, w przeciwnym razie dlaczego jeszcze nie poprosił mojej matki o rękę?

Poszłam do mamy z propozycją, żeby wpuściła młodych ludzi do swojego mieszkania i zamieszkała ze mną, moim zdaniem to najlepsza opcja. Ale moja matka odmówiła, mówiąc, że nie zamierza opuszczać swojego mieszkania.

Wtedy zaproponowałam, że mogę przeprowadzić się do niej i zostawić swoje jednopokojowe mieszkanie córce i zięciowi. Ale ta opcja nie spodobała się mamie, jest przekonana, że nie będziemy razem współżyć, i wiem dlaczego.

Mama mówi, niech młodzi wynajmą mieszkanie, jeśli chcą mieszkać osobno.

Wychodzi na to, że ja będę mieszkać sama w jednopokojowym mieszkaniu, moja mama będzie mieszkać sama w dwupokojowym mieszkaniu, a młoda rodzina, z dzieckiem, będzie wynajmować i płacić za mieszkanie.

Nie jestem pewna, czy to dobra opcja, bo córka jest na urlopie macierzyńskim, a zięć nie zarabia dużo.

Jeśli mojej matki to nie obchodzi, to mnie obchodzi los mojej córki.

Wczoraj ostrzegłam mamę, że jeśli będzie kontynuować swoje zachowanie, to wynajmę mieszkanie, ale wtedy niech nie licz na mnie ani na moją córkę w starości.

Dziś nadal chodzi do pracy i odwiedza ją Michał, a co będzie jutro, nikt nie wie.

I jestem pewna, że Michał ma żonę, widzę, że mama też się domyśla. Niemniej jednak uważa, że przeszkadzam jej osobistemu szczęściu.

Jak to jest możliwe, nie rozumiem?