Nie widzę nic złego w rozwodzie. Przeszłam przez to pięć razy

Nazywam się Helena i mam 49 lat. Pół roku temu wreszcie zrzuciłam z siebie kolejne małżeńskie kajdany. Teraz jestem dumnie samotna i czuję się świetnie. Uważam się za szczęśliwą kobietę. Dbam o siebie, dlatego moja prezencja jest godna, czego potwierdzają spojrzenia mężczyzn.

W ciągu mojego życia pięć razy wchodziłam w związek małżeński, a pięć razy anulowałam małżeństwo. Dla wielu ta liczba może wydawać się ogromna. I też uważam, że to dużo. Niemniej jednak nie uważam, że postępowałam źle. Zawsze odchodziłam od mężczyzn pierwsza, kiedy zauważałam, że uczucia wygasły.

Uważam, że jeśli żyjesz w małżeństwie, powinno to przynosić szczęście. Jeśli tak nie jest, to po co to wszystko? Po co męczyć siebie i niego. Mojej opinii nikt oczywiście nie podziela. Moje przyjaciółki uważają, że zniszczone małżeństwo trzeba ratować za wszelką cenę.

Ale mężczyźni doskonale odczuwają taki nastrój i łatwo zaczynają manipulować. Natomiast żony są zmuszone dostosować się do nich, nie sprzeciwiać się, przebaczać i szukać kompromisu podczas konfliktów. Wtedy zaczynają pozwalać sobie na zbyt wiele. Kobiety muszą zbyt często użalać się nad mężczyznami w imię komfortu. W przeciwnym razie odejdzie, zwiąże się z nową partnerką. Cóż, niech idzie, jeśli ma takie życzenie.

Kobieta nie powinna poniżać siebie, zamykać oczy na zdrady, bójki i inne brutalne zachowanie. Lepiej żyć sama niż znosić to wszystko.

Należy być w stanie sobie cenić. Zrozumieć, że najważniejszą wartością jesteś ty, i wtedy można łatwo być szczęśliwą bez mężczyzny. Dzięki mojej determinacji, źli mężczyźni omijali mnie szerokim łukiem. Wszystkich moich poprzednich czterech mężów uważam za normalnych. Tylko ten pierwszy okazał się nieco inny. Poznałam go w czasie studiów, byliśmy młodzi, naiwni, głupi. Nie zbyt dobrze rozumieliśmy ludzi. Ale przez okres naszego związku zdobyłam doświadczenie. Po tych zderzeniach mogłam normalnie budować związki.

Wszyscy moi mężowie byli zamożni i troskliwi. W drugim i trzecim małżeństwie urodziłam dzieci: syna i córkę. Kiedy się rozwodziłam, drugi mąż kupił mi mieszkanie. Trzeci mąż podarował mi samochód.

Wcale się nie wstydzę, że miałam tylu mężów. Są przecież kobiety, które nie miały nawet jednej ceremonii ślubnej, choć bardzo by tego chciały. Nie zamierzam ich oceniać. Niech i mnie nie oceniają.

Przyjaciółki często mówią mi, że małżeństwo mi nic nie dało. To ich sprawa, co zrobię z moim życiem. Teraz jestem sama, po prostu dlatego, że tak mi się podoba. Po co mi mężczyzna, który nie planuje ślubu ze mną. Bezradni także nie dla mnie, tak samo jak alfonsy.

Uważam, że one tylko mi zazdroszczą. Przecież im nie było dane poczuć szczęścia w małżeństwie. One żyją z alkoholikami i egoistami.