Po pięciu latach wróciłam do domu i kupiłam dwupokojowe mieszkanie. Zaprosiłam do siebie dzieci, a one zamiast się cieszyć, zaczęły mnie besztać, że myślę tylko o sobie. Teraz po prostu nie wiem, co robić. Jestem tak zdenerwowana, że słowa nie są w stanie tego wyrazić

Nie chciałam iść do pracy, ale moja przyjaciółka nalegała, przekonując mnie, że to jedyny sposób na poprawę mojej sytuacji finansowej.

Maria była już w Wielkiej Brytanii od pięciu lat, wróciła do domu, kupiła mieszkanie i przyszła się nam pochwalić. Oczywiście cieszyliśmy się razem z nią. Ale rozejrzała się po naszym mieszkaniu i sposób, w jaki żyliśmy, bardzo ją zasmucił. A potem powiedziała:

– Zrób dokumenty i jedź ze mną. Powiedz, co cię tu zatrzymuje?

Szczerze mówiąc, nic mnie tu nie trzymało. Moje dzieci są już dorosłe, dwie z moich córek wyszły za mąż i od dłuższego czasu mieszkają osobno. W tamtym czasie mieszkałam z Michałem od ośmiu lat, w jego mieszkaniu. Oboje byliśmy po pięćdziesiątce, więc postanowiliśmy nie formalizować naszego związku. To właśnie nie spodobało się mojej przyjaciółce. Zaczęła mnie przekonywać, że gdyby coś się stało, dzieci Michała przyszłyby i poprosiły, żebym opuściła mieszkanie ich ojca, a ja nie miałabym dokąd pójść. Miałam tylko stary dom rodziców na wsi, ale był w takim stanie, że po prostu nie dało się tam mieszkać.

Wyszłam za mąż i zamieszkałam z mężem w jego mieszkaniu, a gdy się rozwodziłam, wyszłam stamtąd bez niczego, tylko z moimi rzeczami. Nasze córki właśnie wyszły za mąż.

Po pewnym czasie spotkałam Michała i przeprowadziłam się do niego. Nie myślałam zbytnio o przyszłości. Ale Maria zmusiła mnie do zastanowienia się nad swoją przyszłością, być może po raz pierwszy w życiu.

Naprawdę zdałam sobie sprawę, że póki jest jeszcze czas, muszę o siebie zadbać. Po namyśle zgodziłam się pojechać z nią do pracy. Michał nie miał nic przeciwko, powiedział: jedź, jeśli chcesz.

Maria udzieliła schronienia na pewien czas, pomogła znaleźć pracę, nauczyła, jak prawidłowo gospodarować pieniędzmi. Według jej obliczeń, zbierając pieniądze na zakup mieszkania, za 3-4 lata będę mogła sobie kupić mieszkanie.

Na początku było ciężko i to zrozumiałe – obcy kraj, obcy język, obce zwyczaje. Ale z czasem zaczęłam poznawać nowych przyjaciół.

I udało mi się – pięć lat później wróciłam do domu i kupiłam dwupokojowe mieszkanie, mój pierwszy własny dom.

Aby to uczcić, postanowiłam urządzić małą parapetówkę i zaprosiłam moje córki i zięciów. Ale przyjęcie nie poszło dobrze, ponieważ kiedy moje córki zdały sobie sprawę, że kupiłam mieszkanie dla siebie, a nie dla nich, były bardzo zdenerwowane, a nawet obrażone, mówiąc, że nie mają gdzie mieszkać, obie mieszkały ze swoimi teściowymi, a ja mieszkałam w luksusowym apartamencie.

Maria poradziła mi, żebym się nie denerwowała i nie wpuszczała dzieci do mieszkania. Powiedziała, że powinnam zamknąć drzwi, wrócić do Wielkiej Brytanii i zobaczyć, co się stanie.

– Jeśli masz możliwość, pomożesz dzieciom, ale jeśli nie, pozwól im odejść i zarobić pieniądze – poradziła mi Maria.

A ja po prostu nie wiem, co robić. Jestem tak zdenerwowana, że słowa nie są w stanie tego wyrazić. Może naprawdę jestem złą mamą? Co zrobiłam nie tak?