Rano Anna przyprowadziła trójkę dzieci swojego teścia. Zabrała je dopiero wieczorem. Wracając, podsłuchała rozmowę swojej teściowej z sąsiadką

35-letnia Anna zadzwoniła do swojej przyjaciółki:

– Wiesz, zawsze miałam idealne relacje ze swoją teściową. Robiłam wszystko dla niej i miałam naprawdę dużo szczęścia. Zawsze pomagała mi w opiece nad dziećmi i w życiu z mężem. Wydawało mi się, że robi to dobrowolnie. Przychodziła prawie codziennie od czasu narodzin wnuków. Ale niedawno oświadczyła, że moje dzieci sprawiają jej kłopoty i że jestem dla niej ciężarem. Jak to możliwe? Przecież nigdy nie zmuszałam jej, żeby przyszła do nas codziennie, i byłam jej bardzo wdzięczna za pomoc. To była jej decyzja, a teraz wszystko jest moją winą. Teraz niech już zostanie w moim domu i nie przychodzi do mnie, żeby się chwalić przed swoimi przyjaciółkami. Niech siedzi w swoim miejscu, odpoczywa. Nie potrzebuję niczego od niej, żeby potem tak mnie oczerniała za plecami.

Anna i jej męża mają trójkę dzieci: starszy syn ma dziewięć lat, córki mają pięć i dwa lata, i mimo że Anna nie pracuje, to przy takiej ilości dzieci potrzebuje wsparcia. Matka męża przychodziła do nich jak na pracę, zajmowała się wszystkimi obowiązkami domowymi, ścieliła łóżka, myła naczynia i pomagała córce z dziećmi.

Praca w domu zawsze się znajdzie.

– Zawsze przychodziła tak szczęśliwa, a do mnie mówiła tylko “Anno, nie pracuj tak ciężko, odpocznij”, a ja zastanawiałam się, za co to szczęście. Byłam wobec niej otwarta, staliśmy się najbliższymi osobami, ponieważ spędzaliśmy razem każdy dzień. Myślałam, że jestem dla niej szczera.

Wnuki z niecierpliwością czekały na przyjście babci, bo zawsze wynosiła coś z torebki: cukierki, ciastka czy sok.

– A cóż, starszemu jest dziewięć lat, i ona przez dziewięć lat pomagała? Codziennie?

– Tak, zdarzało się, że ja też chodziłam do niej i pomagałam, kiedy była chora. Ale z małymi dziećmi było mi bardzo trudno, teraz już trochę starsze, więc mi łatwiej. Mogę poradzić sobie sama, ale kiedy najmłodsza córeczka się urodziła, a starszy syn poszedł do pierwszej klasy, średnia do przedszkola, ja trzymałam noworodka na rękach, to było po prostu nie do przeskoczenia.

Dzieci Anny, jej zdaniem, to spokojne i pozytywne maluchy, z nimi to sama przyjemność, ale potrzebowała babci, żeby odprowadzała je na zajęcia i zrobiła obiad, kiedy Anna sprzątała dom.

– Teściowa jest wdową, a my w pełni ją utrzymywaliśmy, oszczędności zbieraliśmy z jej emerytury, opłacaliśmy mieszkanie, robiliśmy zakupy – zarówno dla niej, jak i dla nas. A teraz, jadąc z mężem do supermarketu z zakupami, wieczorem mieliśmy pójść do gości, więc sama wzięłam torbę i pobiegłam do niej. W klatce schodowej słyszę, jak rozmawia z sąsiadką:

– Już dziewięć lat rąk nie opuszczam, nie widzę świata. Od rana do wieczora mam musieć się chwalić przed telewizorem. Mam swoje sprawy, a przecież mam zawsze z dziećmi siedzieć. Rozumiem, że to moi wnuki, zostanę z nimi, pomogę, ale nie tak, żebym musiała się kręcić przy nich do starości, jak zaklęta, to nie jest to. Odprowadź, posprzątaj, zabierz dzieci – no po prostu nie mam już tyle sił. Poza tym, kiedy przyszyliśmy jedzenie, że wydają wszystko? Ani jabłek, ani kaszy, wszystko na moje koszty. Mam się w końcu zbierać i wygarnąć im wszystko! Powiedzieć, żeby ze mną nie zawracali.

Anna była wtedy wstrząśnięta, wróciła do samochodu, dała mężowi jedzenie i powiedziała, żeby je zabrał i zabrał dzieci. Całą noc nie mogła spać, płakała, a rano zadzwoniła do swojej teściowej i powiedziała, że nie chce już, żeby przychodziła do nich. Nie chce mieć z nią nic wspólnego.