Spędziłem zimę na działce i zakochałem się w sąsiadce. Teraz nie wiem, czy się rozwodzić, czy nie

Jestem bardzo zdenerwowany i zaniepokojony, dlatego zwracam się o radę. Powiedzcie, co mam zrobić, nie oceniając mnie za starym. Mam nadzieję, że ktoś zrozumie moje uczucia i podpowie, co mam zrobić. Nie podaję imion i nazw, myślę, że rozumiecie, o co chodzi, sytuacja jest bardzo delikatna.

Jestem starszym mężczyzną – mam 60 lat. Żona jest o 3 lata młodsza, mamy syna, ale on się ożenił i przeprowadził 5 lat temu. Pamiętam, że wtedy poczuliśmy silne poczucie utraty. Myślałem, że się zbliżymy, bo zostaliśmy tylko we dwoje, ale nie – oddaliliśmy się od siebie jak nigdy dotąd.

Okazało się, że jedynie dziecko trzymało nas razem. Wtedy zaproponowałem, że może wyjeżdżamy na wieś, kupujemy domek, zakładamy gospodarstwo. Ale ona jest miejską kobietą i nie chciała się przeprowadzać. Ale nie zabroniła mi kupić działki rekreacyjnej, mówiąc, że będzie tam jeździć latem. Tak więc tak postanowiliśmy, ale niestety, życie na wsi jej w ogóle nie podobało się. Praca w gospodarstwie i ogródek wywoływały u niej silne znudzenie.

Prawie całe lato spędziła w domu, oglądając swoje nieskończone seriale i drugorzędne programy telewizyjne. Każdy z nas zajmował się swoimi sprawami – niby razem, ale w rzeczywistości osobno. Nie chciała pomagać i od razu zaczynała narzekać na bóle w całym ciele. W rezultacie praktycznie przestaliśmy ze sobą rozmawiać. Witaliśmy się rano, jedliśmy śniadanie i rozchodziliśmy się na cały dzień – ona przed telewizorem, ja w ogrodzie.

Nadeszła jesień, i wróciliśmy do miasta. Poczułem tęsknotę za wiejskim życiem, chciałem wrócić na wieś. Ona od razu powiedziała, że jej wystarczy. Ma tu przyjaciółki, telewizor i wszystko. Ogólnie nie pojedzie, i już. Mieliśmy okropny kłótnię, ale na koniec wypaliła:

„Jedź sam i żyj tam, ile chcesz”.

No, więc pojechałem tam na całą zimę. Przez te wszystkie miesiące nie odwiedziła mnie ani razu, mimo że dzwoniła dosyć często. Podobało mi się na działce, nie mogłem sobie wyobrazić, że znajdę tak przytulne miejsce do życia. Muszę przyznać, że byłem tam bardzo szczęśliwy, ale jest jedno “ale”.

Zakochałem się.

Obok nas mieszka sąsiadka. Świetna kobieta, ma 50 lat, jest samotna, ale fajna. Bardzo ją pokochałem, jak mały chłopiec, jakby mnie ktoś zamienił. Jest miła, mamy wiele wspólnych tematów do rozmów, ogólnie – jest idealna. W dodatku jako mężczyzna odrzuciła mnie, bo jestem żonaty.

To właśnie mnie jeszcze bardziej przyciągnęło, jej dobroć. Często zaglądała do nas na herbatę, pomagała mi sprzątać, gotować. Ja z kolei obdarowywałem ją kwiatami i drobnymi prezentami. Kilka razy nawet wyraźnie wyrażałem swoje poważne zamiary, ale dostawałem tylko stanowcze odmowy.

Wszystko zmieniło się w moje urodziny, kiedy żona nie przyjechała. Obiecała, ale w ostatniej chwili zachorowała. Zaprosiłem sąsiadkę, świętowaliśmy razem, została na noc. Od tego momentu nasze relacje zaczęły się rozwijać jak w prawdziwym związku.

Minęło już dość dużo czasu, ale do domu nie wróciłem. Z żoną rzadko rozmawiam przez telefon, nawet nie tęsknię za nią. Z sąsiadką ukrywamy się, jak możemy, choć już zaczynają krążyć plotki – wieś jest mała, a ludzie lubią plotkować. Wielu z nich wie, że mam żonę. I wiedzą, że nie mieszka ze mną.

Coraz częściej marzę o rozwodzie i ponownym ślubie. Wiem, że to tylko marzenie. Ale i żona nie będzie miała nic przeciwko, od dawna już się nie rozmawiamy. Ale najbardziej boję się, że popełniam błąd. Że dokonując wyboru na rzecz rozwodu, nie będę potem szczęśliwy. Nie jestem młodym chłopakiem, jestem stary, i nie wiem, ile mi zostało. Ale bardzo chciałbym przeżyć swoje dni z ukochaną kobietą.