Więcej nie będę dzwonić do mamy. Nie chce wiedzieć, jak się mam, i wczoraj stwierdziła, że ciągle narzekam, a moje problemy jej nie obchodzą

Więcej nie będę dzwonić do mamy. Nie chce wiedzieć, jak się mam, niech sobie ogląda wiadomości przy wesołej muzyce. Powiedziała mi wczoraj, że ciągle narzekam, a ona musi słuchać mojej negatywności. Mówi, żeby opowiadać tylko dobre rzeczy, a o problemach nie mówić. A jeśli moje życie idzie źle, to skąd mam wziąć dobre wieści? – oburza się 35-letnia Joanna.

Ostatnio rzeczywiście przydarzyło się jej wiele przykrości. Półtora roku temu jej mąż zachorował, a choroba wymaga poważnego i kosztownego leczenia. Wszystkie kwestie finansowe spadły na żonę.

Mężowi trzeba było rzucić pracę, ale to nie koniec problemów. Nawet po wyzdrowieniu nie będzie mógł wrócić do swojej poprzedniej pracy. Zmiana zawodu po czterdziestce nie jest łatwa. Praca fizyczna i przeciążenie są dla niego przeciwwskazane, więc znalezienie dodatkowej pracy będzie trudne.

Raz na dwa tygodnie musi odwiedzać swojego leczącego lekarza i oddawać rano krew do badań. Pracodawca nie toleruje takich wyjść i nie daje zwolnień w przypadku nagłej konieczności. A jeśli poinformuje go o swojej chorobie podczas rozmowy kwalifikacyjnej, to nawet nie rozważają jego kandydatury. Kto potrzebuje chorego pracownika?

Gdzie znaleźć pracę z dobrą pensją, elastycznym grafikiem, w cieple i bez pracy fizycznej? – śmieje się Joanna.

Od roku mąż siedzi w domu, a Joanna dorabia w nocy. Widzi swoją rodzinę tylko raz na dziesięć dni. Jeśli rzuci pracę, wpadną w biedę, więc kobieta nie ma wyjścia. Teraz liczą każdy grosz, muszą spłacać także kredyt hipoteczny.

Może sprzedać mieszkanie? Spłacić długi i mieszkać w akademiku. Rozumiem, że to nie jest wyjście, ale ciągnięcie tego samego na swoich barkach jest dla mnie trudne. My z mężem jesteśmy z wsi, więc nie oczekujemy mieszkania po rodzicach.

Z problemami finansowymi i zdrowotnymi są jeszcze problemy z synem. Szymon ma pójść do szkoły w tym roku, ale zupełnie nie chce się uczyć. Ma wrodzoną wadę, więc cały czas pracuje z neurologami, defektologami, logopedami, żeby dziecko nie odbiegało od rówieśników.

Eksperci doradzają, żeby nie spieszyć się ze szkołą, mówią, żeby dać mu jeszcze rok na “dojrzewanie”. Joanna nie wierzy w to, ale nie chce też narażać dziecka na cierpienie.

Postanowiliśmy, że jeszcze pójdzie do przedszkola. Chociaż Szymon nie za bardzo go lubi. Powiedziałam mamie o swoich planach, a ona mówi, że z mojej strony robię słonia. Twierdzi, że trzeba go oddać teraz, że z czasem się przyzwyczai. Ona przecież nie wie, jaki jest mój syn, on nie jest gotowy do dyscypliny i porządku. Już się męczę, że muszę jej tłumaczyć, że ma problemy z rozwojem, że dzieci w jego wieku już czytają i piszą, ale i tak nie rozumie.

Mama Joanny mieszka daleko, więc nie zdaje sobie sprawy z całej skali problemu. Uważa, że córka tylko się leni i nie zajmuje się dzieckiem.

Nie czytasz mu książek, zaniedbujesz dziecko, stąd taki wynik. Wychowałaś Mowgliego, który nie chce iść do szkoły! – oburza się mama Joanny.

Staram się wytłumaczyć krewnym, że pracuję na dwie zmiany. Nie mam czasu na bycie w domu. Mąż ma problemy, syn ma problemy… Co mnie samej nie wziąć pod uwagę! Po tych słowach mama stwierdziła, że jest zmęczona słuchaniem moich skarg. Teraz, przepraszam, nie mam w życiu niczego dobrego – mówi Joanna.

Wszystkie dzieci jej koleżanek chwalą się, że udanie się wydały za mąż, urodziły zdrowe dzieci, kupiły samochody i mieszkania. Tylko ja jestem głupia!

A może kobieta ma rację? Dlaczego Joanna ciągle narzeka matce, czego od niej oczekuje? Takim zachowaniem okazuje swój egoizm.

A co myślisz?