Kiedy się urodziłam, mojej mamie było 47 lat. Poświęcała mi zbyt wiele czasu, zawsze była obok. To bardzo zmieniło moje życie, teraz dopiero to rozumiem

Byłam późnym dzieckiem w naszej rodzinie. Gdy pojawiłam się na świecie, mojej matce miała 47 lat, a tacie 50.

Później niestety mój tata zachorował. Tata zmarł, gdy nie miałem jeszcze dwóch lat.

A mama zawsze zbyt troszczyła się mną, nie pozwalała mi bawić się z innymi dziećmi, żeby nikt mi nie zrobił krzywdy.

Nawet gdy nadszedł czas, i mama zaprowadziła mnie do przedszkola, nie chodziłam tam długo, bo po miesiącu mama zabrała mnie z powrotem pod swoją opiekę.

Do tego wszystkiego mama z powodu swojego wieku często chorowała.

Kiedy poszłam do szkoły, mama, w przeciwieństwie do młodszych rodziców, podchodziła poważnie do mojej nauki. Wszystkie lekcje długo i uważnie sprawdzała.

Czas wolny spędzałam na różnych zajęciach pozalekcyjnych i w szkole muzycznej, które mnie bardzo męczyły, więc praktycznie nie miałam wolnego czasu.

Wychowywałam się w nadmiernej opiece.

Nie mogłam pozwolić sobie na modne fryzury czy stroje, jakie nosili moi koledzy.

Do piętnastu lat mama, kierując się kanonami swojej dawno minionej epoki, kupowała mi ubrania i obuwie w dziecięcych sklepach według swojego gustu, który uważała za stosowny. Tych ubrań nie lubiłam, ale nosiłam, bo po prostu nie było innych.

Było trudno ubierać się w taki sposób, kiedy inni w tym wieku ubierali się stylowo i modnie jak dorośli, korzystali z dekoracyjnej kosmetyki, której mi też było zakazane używać do nieokreślonego wieku.

Wszelkie zakazy mogłam zdjąć sama, kiedy, nie wytrzymując takich ograniczeń, w wieku 18 lat podjęłam pracę i wynajęłam pokój.

Minęło już dziesięć lat od mojego ślubu, a ja mam dwoje dzieci.

Staram się jak najmniej ich w czymś ograniczać, dać im wszystko, czego sama nie miałam.

Ale wszystkie te nieprzyjemne ograniczenia czasami wracają do pamięci, i czasem płaczę. Szkoda, ale szczęśliwego dzieciństwa nie miałam. Wszystko przez to, że mama za bardzo się mną opiekowała.

Moja mama do dzisiaj jest wobec mnie zimna, zawsze się na mnie obraża, zawsze mówi, że zamieniłam ją na jakieś swoje kaprysy.

A ja po prostu chciałam żyć normalnym życiem, jak wszyscy, i wybierać to, co podoba się tylko mnie.

Nie rozumiem, dlaczego moje życie tak się ułożyło: czy dlatego, że jestem późnym dzieckiem u mojej mamy, czy po prostu jest taka osoba?