Mały Adam zorganizował prawdziwą histerię w centrum handlowym, ponieważ mama nie chciała kupić tego, o co prosił

– Mamo, kup to! – rozległ się dziecięcy dzwoniący głos przez przestrzeń centrum handlowego.

Przechodnie od razu obrócili głowy, starając się zidentyfikować źródło dźwięku. I od razu im się to udawało, bo źródło nie miało zamiaru się chować.

Stał tam chłopiec w krótkich spodenkach, koszulce i czapce, na twarzy źródła widniała kapryśna grymasa, a usta wykrzywione były w gotowości do wydania kolejnego krzyku.

Źródłem zamieszania był chłopiec w wieku pięciu czy sześciu lat. Patrzył z niechęcią na wyraźnie zakłopotaną kobietę i powoli nabierał powietrza, gotowy do kolejnego krzyku.

– Adam, przestań już marudzić! Chodźmy do domu – mama Adama powiedziała z niemal sztucznym uśmiechem na twarzy, zaczynając zacierać się ze wstydu.

Ale Adam nie zamierzał się ruszać. Podniósł głowę do góry, zamknął oczy i z całej siły wydał kolejny krzyk.

Mama, chociaż była gotowa na krzyk syna, lekko podskoczyła i zaniepokojona spojrzała dookoła. Było pełno ludzi, i wydawało jej się, że wszyscy patrzą na nią z potępieniem.

Jakaś starsza pani kiwała dezaprobatywnie głową. Inna młoda mama mocniej przytuliła się do wózka, patrząc na mamę i Adama, mrucząc pod nosem. A może młody człowiek, który ewidentnie filmuje całą sytuację na telefonie.

Mama Adama zaczerwieniła się, było jej wstyd za zachowanie syna, ale kto by pomyślał, że on zafunduje jej taką absurdalną scenę?

– Adam, nie kupię nic, idziemy do domu – syknięcie mamy przypominało syknięcie przegrzanego czajnika.

Ale Adam nie zamierzał ustępować. Przechylił głowę z boku, surowo zmarszczył brwi. Nie zamierzał się poddawać.

Rozumiejąc, że zaraz usłyszy kolejny krzyk, mama zdecydowanie nachyliła się do przodu, aby złapać niezdyscyplinowanego syna za rękę i zabrać go z dala od ludzkiego potępienia.

Ale Adam miał zdumiewającą reakcję jak na swój młody wiek, więc zauważył ruch matki, mocno chwycił za uchwyt drzwi najbliższego sklepu.

– A-a-a-a-a! – groźnie zawył Adam, stopniowo podnosząc ton, co skłoniło mamę do cofnięcia się o kilka kroków.

– Adam, jesteś już dużym chłopcem, a tak się zachowujesz! Wstyd mi za ciebie! – postanowiła udерzyć w sumienie syna mama, ale złapała go nie po latach, a ironicznym spojrzeniem, pochyliła się.

Matka postanowiła przejąć kontrolę nad sytuacją i zdecydowanie ruszyła w kierunku syna, ale ten ponownie złapał się za uchwyt, który już go raz uratował.

Tym razem jednak matka była zdeterminowana. Chciała wyciągnąć syna z centrum handlowego, gdzie bezwzględnie ją upokarzał i wzbudzał niezdrowe zainteresowanie ludzi.

Wobec zdecydowanych uniesionych brwi matki Adam zrozumiał, że teraz nikt nie będzie z nim się obchodzić z szacunkiem. Po prostu go wyniosą z centrum handlowego razem z drzwiami, do których uchwyt teraz się trzymał.

Rozumiejąc, że trzeba coś zrobić, Adam puścił uchwyt i rzucił się pod nogi matce, która zatrzymała się obok. To nie była sytuacja, którą się spodziewała, więc zamarła na miejscu. Adam wykorzystał to, obejmując ją w okolicach nogi i zwisając na niej jak radosny małpka na palmie.

– No, kup! – wrzeszczał Adam gdzieś w okolicy kolan matki.

Matka stała i nie mogła się ruszyć. Po pierwsze, z zaskoczenia, po drugie, z powodu tego, że Adam usiadł jej na bucie, obejmując nogę rękami i nogami.

Wokół rozległy się śmiechy, co nie poprawiło nastroju matki, próbowała strząsnąć syna z nogi, ale ten przyczepił się jak kleszcz, a gdy matka zwiększyła nacisk, usłyszała groźne “ukąszę”.

Noga matki zaczęła drętwieć, bo dwadzieścia kilogramów na nodze to nie lada wyzwanie. Bardzo ciągnęło, wiecie!

– Mamo, no kup! – znowu odezwało się skądś z dołu.

Wtedy matce nie pozostało nic innego, jak godziwie uznać porażkę.

– Dobrze, idziemy coś kupić, twój wygrał – westchnęła matka, po czym syn natychmiast stanął obok niej i ciągnął ją za rękę do najbliższego sklepu.

Po kilku minutach matka już kręciła się przed lustrem w sukience, którą już przymierzała pół godziny temu. Była piękna, ale cena była wysoka. Lepiej na te pieniądze kupić synowi nowe spodnie, a dla męża koszulę.

– Wiesz, nie tak mi się spodobała – zaczęła matka, ale Adam natychmiast runął na podłogę tuż przed przymierzalniami i zaczął nabierać powietrza do kolejnego krzyku.

– Dobra-dobra! Kupuję!

Adam zgrabnie podniósł się, otrzepał i uśmiechnął się zadowolony. Osiągnął swoje. Sposób nie był istotny. Zwycięzców się nie sądzi. Za to mama w końcu będzie miała nową, ładną sukienkę, bo zupełnie nic sobie nie kupuje.