Mój przyjaciel poprosił mnie o chrzciny swojego przyszłego dziecka, ale irytują mnie jej ciągłe prośby

Jesteśmy przyjaciółkami od 2 lat, mieszkamy w jednym budynku, ale w różnych klatkach schodowych. Spędzamy dużo czasu razem, chodzimy w odwiedziny do siebie nawzajem, możemy na siebie liczyć w różnych sytuacjach, pomagamy sobie z dziećmi. Wydawało się, że znalazłam kogoś bliskiego pod względem wartości i przekonań. Nasi partnerzy również się dogadywali, wszystko było w porządku.

Teraz jest w ciąży po raz drugi i irytują mnie jej nieustanne prośby. Nie wiem, jak jej delikatnie (przecież to już trzeci miesiąc ciąży) powiedzieć, że powinna sama radzić sobie ze swoimi problemami. Cały czas rejestruję ją i jej dziecko w kolejce do przychodni przez internet. A teraz dodatkowo przyzwyczaiła się dzwonić do mnie i prosić, żebym wskoczyła do sklepu na chwilę i kupiła jej produkty, bo ciężko jej chodzić.

Ale przecież można iść do sklepu raz czy dwa. Ona widzi to jako wygodniejszą opcję, oczywiście kosztem mojego zaangażowania. Do produktów dołączyła się apteka, bo tam już ona nie może iść, żeby nie zarazić się czymś. Kilka razy w tygodniu boli ją brzuch, więc znów trzeba coś przynieść. Okresowo odpowiadam, że jestem bardzo zmęczona, proponuję, że poczekam, aż jej mąż wróci z pracy.

W zeszłym tygodniu zadzwoniła do mnie o 21:00 i zapytała, co robimy, a potem zaczęła płakać, że bardzo chce kiszonej kapusty i myśli o niej już od godzin. Współczułam jej i powiedziałam: “Twój mąż wróci, kupi.” Odpowiedziała, że on jest na dobę. Zaproponowałam jej, żeby poszła sama, na co ona odpowiedziała, że jej brzuch boli, a dziecko śpi i nie chce jej budzić. W ciągu pięciu minut mówiła tylko o kapuście.

Zachowuje się, jakbym była jej partnerem życiowym, który musi na nią ulegać i spełniać jej zachcianki w ciąży. Powiedziałam jej, że nie jestem jej partnerem i nie jestem tu, żeby podnosić na duchu jej ciągłe kaprysy. Obraziła się, a nawet jej głos się zmienił. Odpowiedziałam, że nie mogę jej pomóc. Ona powiedziała, że wtedy jestem wspaniała osobą, a ona chciałaby, żebym została matką chrzestną jej przyszłego dziecka. Wydaje się, że wyczuwała moje nastroje i mnie uprzedziła. Ale teraz, co mam zrobić? Wydaje się, że wyjdę na złą, jeśli teraz powiem jej, że jej niekończące się prośby mnie denerwują?

Jestem gotowa pomóc w sytuacjach awaryjnych, ale nie wtedy, gdy przyszło jej zachcianka. Rzadko się do niej odzywam i to tylko w poważnych przypadkach. Ona usprawiedliwia się ciążą, ale 90% jej próśb odrzucam. A ona wciąż i wciąż się wtrąca w coś nowego. Jak to zakończyć?