Nasze córki-bliźniaczki myślały, że zawsze powinniśmy robić dla nich wszystko jednakowo. Prawdziwa awantura rozpoczęła się, gdy obie wyszły za mąż

Mam dwie córki – Anię i Karolinę – bliźniaczki. Od samego narodzenia my, z mężem, żyliśmy tylko dla nich: zawsze dostawałyśmy tylko to, co najlepsze, robiliśmy wszystko, aby czuły, jak bardzo je kochamy.

Z drugiej strony zawsze starałyśmy się, aby czuły się równe. Dawałyśmy im te same prezenty. Ale jeśli jakiś gość przynosił im różne prezenty, mogły urządzać wielki skandal, kto jest lepszy, a kto gorszy. Czasami sytuacja dochodziła do absurdu: robiłam im takie same fryzury, żeby uniknąć skandali z tego powodu.

Kiedy zapisaliśmy dziewczynki na zajęcia taneczne, przez całą lekcję starali się pokazać sobie nawzajem i wszystkim obecnym, kto z nich jest lepszy.

A gdy zakochały się w tym samym chłopaku – mogły sobie niszczyć włosy nawzajem. Pewnego dnia z mężem zrozumieliśmy, że to dwie różne osoby. Choć są bliźniaczkami, nie możemy kontrolować ich losów przez całe ich życie?

Kiedy mój tata odszedł z życia, zostawił mi swój dom. Zdecydowałam się go sprzedać i kupić siostrom mieszkanie jednopokojowe. Wreszcie mogłyby żyć osobno od siebie. Pomimo wszystkich naszych starań, siostry wybrały zupełnie takie same tapety i meble. A potem razem ogłosiły, że wychodzą za mąż.

Na początku byliśmy szczęśliwi, ale bardzo szybko zrozumieliśmy, że się pospieszyliśmy. W skrócie, pewnego dnia zadzwoniła Ania i poprosiła o przysłanie jej z mężem vouchera na morze. Z mężem wysłaliśmy jej tyle pieniędzy, ile prosiła.

Minęło dosłownie kilka godzin – i zadzwoniła Karolina. Wymagała od nas vouchera: twierdziła, że to my faworyzujemy siostrę – a ona jest gorsza. Ale już nie mieliśmy oszczędności, więc poinformowaliśmy Karolinę, że nie możemy pomóc w żaden sposób. Teraz Karolina nie rozmawia z nami. A ja nie wiem, jak się z nią pogodzić. Przecież nadal nie mamy pieniędzy na voucher.