— On każdego dnia błagał mnie, abym urodziła syna…

Sąsiadka zaprosiła mnie na kolację, ale wcale nie miałam ochoty jeść. Nie wiedziałam, co robić.

Córka była spokojna. Jakby wiedziała, że już i tak mam źle. Dzięki Bogu, poród przebiegł normalnie. Gdybym poczekała jeszcze godzinę-dwie, mogłabym ją stracić. Kiedy zaczęłam spotykać się z Michałem, wydawał mi się niemalże wzorowym mężczyzną. Byłam jedynie zdziwiona, że to właśnie mnie zauważył. Nie wyróżniałam się urodą, sylwetką ani poczuciem humoru. Szczerze mówiąc, bardziej przypominałam szarą myszkę. Cienkie nogi, szerokie biodra, niski wzrost. Jednak zaczęł się nasz romans.

Po ślubie przeprowadziliśmy się do jego krewnych w innym mieście. Dopiero po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, że nie powinniśmy było wyjeżdżać. Michał bardzo pragnął dziecka. Prosiłam go o chwilę wstrzymania, bo chciałam poukładać karierę i osiągnąć coś w życiu.

Jednak on wykazywał wręcz maniakalną upartość i żądał ode mnie urodzenia mu syna. Dokładnie chłopca. Zaszłam w ciążę na jego prośbę. Ale już przy pierwszym badaniu USG dowiedziałam się, że będzie dziewczynka. Powiedziałam mężowi, żeby potem nie wyszło na jaw, ale on uznał, że to za wcześnie, a lekarz się mylił. Nawet po wyjściu ze szpitala nie mógł się pogodzić z tym, że urodziła się dziewczynka. Po kilku miesiącach po porodzie mąż znowu zabrał się za swoje. Ja chciałam rodzeństwo dla córek, więc nie przeciwstawiałam się. Ale tym razem ponownie zaszłam w ciążę dziewczynką.

Michał był wściekły. Czasami go nie rozpoznawałam. Dziećmi w ogóle się nie interesował. Miałam wrażenie, że nie ma do mnie już żadnych uczuć. Mąż mnie uspokajał i mówił, że po prostu bardzo chce syna. Był na tyle zafascynowany swoim pomysłem, że zaczęłam potajemnie brać tabletki antykoncepcyjne. Bałam się myśleć o kolejnej ciąży.

Kiedy mąż zauważył moje tabletki, wybuchł skandal. Obwinił mnie, że go nie kocham, skoro postępuję w taki sposób. Znów zaszłam w ciążę. Michal nie interesowało, że porody taśmowe negatywnie wpływają na moje zdrowie.

Podczas badania USG długo nie mogli określić płci dziecka. Wprowadzało to pewne nadzieje. Ale tuż przed samymi porodami dowiedziałam się, że znów urodzę dziewczynkę. Oczywiście Michał był wściekły. Wyzywał mnie od niegodziwej świni, która tylko dziewczyny rodzi. Uderzył mnie mocno w brzuch. Z bolesnym bólem runęłam na kanapę. Dopchałam się do telefonu i zadzwoniłam do mamy. Dojechała z sąsiedniego miasta w zaledwie pół godziny. Zadzwoniła po karetkę, a kiedy mnie zabrali, pojechała z córkami do siebie.

Nie zamierzałam składać doniesienia na męża. Nie mogłam tak zrobić, bo chciałam, aby w mojej pamięci pozostały tylko miłe wspomnienia o nim. Trzecie porody były trudne. Prawdopodobnie wpłynął na to stres i ciągłe nerwy. Z porodów odebrała mnie mama. Wtedy postanowiłam dla siebie, że moje córki będą najszczęśliwszymi dziećmi. Nie miałam zamiaru się poddawać.

Co z Michałem? Nie wiem. Niech go Bóg sądzi.