– Przez całe życie chciałem mieszkać na wsi – powiedział mój mąż. On nie przejmuje się tym, czego ja chciałam

Mój mąż powiedział, że chce sprzedać swoje mieszkanie i kupić dom na wsi. Powiedział, że to jego wielkie, jasne marzenie, które może się spełnić tylko teraz. Nie pytał mnie o zdanie, po prostu postawił przed faktem, że tak będzie, jakby moja opinia zupełnie go nie obchodziła.

Nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy o przeprowadzce na wieś. Nie mieliśmy nawet daczy, ale mój mąż powiedział, że nie widzi sensu w kupowaniu daczy; jego celem jest dom. I wyjaśnił swoją decyzję w bardzo oryginalny sposób. “W sobotę obudził mnie rano i powiedział, że ma niespodziankę: ‘Przygotuj się, idziemy’.

Więc pojechaliśmy. Droga zajęła nam sporo czasu, około godziny. Biorąc pod uwagę, że nie staliśmy w żadnych korkach.

Dotarliśmy do wioski z nie więcej niż dwudziestoma domami. Tam czekał na nas pośrednik. Zaczął oprowadzać nas po domu, opisywać jego zalety i pokazywać działkę.

Dom ma trzy pokoje, dużą kuchnię, toaletę i łazienkę, ale trzeba go jeszcze ocieplić. Na działce znajdują się szklarnie, szopa i kilka grządek.

Zwykły wiejski dom z dobrym remontem, nic specjalnego. Ale mężczyzna był po prostu zachwycony. Powiedział, że dom mu się podoba, poprosił, żebym nie pokazywał go nikomu innemu i obiecał wpłacić zaliczkę. Stałam tam i nie mogłam uwierzyć własnym uszom.

W tamtym momencie w ogóle się ze mną nie konsultowano. W samochodzie zażądałam od męża wyjaśnień, co to wszystko miało znaczyć. Dlaczego dowiedziałam się o wszystkim jako ostatnia.

Mąż wzruszył radośnie ramionami, mówiąc, że tak się po prostu stało, dom pojawił się spontanicznie, ale spodobał mu się, więc musieliśmy go wziąć.

– Zawsze chciałem mieszkać na wsi, – powiedział mi mąż.

Droga powrotna zajęła nam dwie godziny, ponieważ utknęliśmy w jednym lub drugim korku. To było męczące. W dodatku przez całą drogę próbowałam udowodnić mężowi, że wymyśla jakieś bzdury.

Dobra, pytanie nawet nie dotyczy pieniędzy. Sprzedaje mieszkanie, kupujemy dom, wszystko jasne. Ale dojazd do pracy w mieście zajmuje mi w najlepszym wypadku godzinę!

To dobre dla mojego męża, pracuje zdalnie, ale moja praca nie polega na pracy zdalnej. Jest tylko obecność twarzą w twarz. Mój mąż doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

– Więc zrezygnuj i znajdź inną pracę – zasugerował lekko mój mąż.

Jakby to było takie proste! Po prostu odchodzisz i dobrze płatna praca zdalna spada ci na kolana.

Mam też rodziców w mieście, których odwiedzam w ciągu dnia. Nie są już młodzi, więc potrzebują mojej pomocy. Ale co innego jechać tam dziesięć minut taksówką, a co innego spędzić co najmniej godzinę na dojazdach.

Ale mój mąż nie chce nic słyszeć, jego marzenie się spełniło. Wystawił już mieszkanie na sprzedaż i pilnie się pakuje.

Ja też się pakuję, ale jeszcze nie zdecydowałam, dokąd pojadę: do rodziców z pieczątką rozwodową czy do męża do tego wiejskiego domu, który trzeba jeszcze wykończyć.

Kocham mojego męża, ale nigdy wcześniej tak się nie zachowywał. Szkoda, że nawet się ze mną nie skonsultował, tylko powiedział, że będziemy mieszkać na wsi. Nie wiem, co robić, mogę się tylko pakować.