Przyszłam do półpustego kawiarnianego, aby odpocząć, a przy moim stole przyłączyła się cała rodzina

Czerwiec 2019 roku. Przyjechałam w podróż służbową do prowincjonalnego miasta, gdzie usługi są dość rozwinięte.

W tym mieście działa sieć kawiarni, która pozycjonuje się jako prawdziwa marka (w skład wchodzi restauracja, to nie fast food).

Przyznam się, że mają smaczne jedzenie i przyjemną atmosferę w samych lokalach, byłem tam już niejednokrotnie. Więc i teraz zajrzałem do jednego z nich, żeby coś przekąsić i odpocząć od zgiełku, kiedy tylko było na to czas.

Wolnych stolików było kilka, w tym jeden przeznaczony dla jednego gościa.

Usiadłem przy dużym stole na sześć osób, bo było mało klientów. W sąsiednim pomieszczeniu dla dzieci (kawiarnia rodzinna) było głośno.

Podali mi herbatę i menu. Zamówiłem jedzenie, opłaciłem je i czekałem na danie główne, gdy nagle pojawia się menedżerka.

Z nią były dwie kobiety w średnim wieku z dwójką dzieci. Menedżerka wskazała na mój stolik, a cztery osoby usiadły obok mnie. Kobiety żywo rozmawiały, dzieci hałasowały i śmiały się.

Herbata zatrzymała się w moim gardle w połowie drogi ze zdziwienia. Wstałem i poszedłem do recepcji z niemym pytaniem. A raczej, ostatecznie musiałem mówić, bo mnie nikt nie rozumiał.

Okazało się, że siedzenie razem z nieznajomymi to normalna praktyka w tej kawiarni. W kawiarni, która uważa się za markę, walczącą o przywództwo wśród innych lokali.

Menedżerka mogła zrobić ruch – poprosić mnie o przesiedzenie się przy wolnym stoliku. Były takie, no proszę bardzo! Ale to jeszcze nie wszystko – teraz było ciekawiej.

Powiedziałem, że nie chcę płacić, bo mam zamiar opuścić kawiarnię. Zaproponowano mi… zwrot pieniędzy za wszystko, oprócz herbaty, której i tak nie dopiłam.

Zapłaciłem i po prostu mówiąc cicho odeszłem do innego lokalu, trochę niższej klasy. Komiczna historia trwa.

Po dniu dzwoni do mnie menedżer sieci kawiarni, mój znajomy. Niezbyt szczerze przeprosił mnie i zaproponował trzysta punktów bonusowych na kartę ich klubu.

Zgodziłem się – wszyscy zasługują na drugą szansę (punkty nie przepadają!). Wróciłem do tego miasta po miesiącu i postanowiłem to zrobić. Piję kawę, jem pyszny placek, płacę punktami z karty… a punktów nie ma!

Koniec, albo raczej nie koniec – możliwe, że w tej sytuacji byłem nie w porządku? Co myślisz?