Sądziłam, że dokładnie wybrałam mężczyznę na męża. Ale mąż ma pięćdziesiąt lat i domaga się dziecka

Pół roku temu wyszłam za mąż. Mam 34 lata, mężowi jest 50 lat. Ma dwójkę dorosłych dzieci, a ja mam 14-letnią córkę. Teraz uparcie żąda, abym urodziła wspólne dziecko. Naprawdę naciska w tej sprawie. Muszę ukrywać używanie antykoncepcji. On jest prawdziwym mężczyzną: dobrze zarabia, całkowicie mnie utrzymuje, choć ja pracuję, raczej dlatego, że nie chcę być całkowicie zależna od niego.

Miałam już upadły związek, i doskonale rozumiem, że to może się znowu zdarzyć, i muszę być w stanie utrzymać się finansowo samodzielnie. Teraz mam duże plany dotyczące awansu zawodowego, pojawiły się perspektywy dobrego awansu, planuję studiować na magisterium, chciałabym poważnie zająć się swoją karierą.

Wcześniej omawialiśmy kwestię dzieci. Teoretycznie wtedy nie miałam nic przeciwko, ale jeszcze zbyt mało nas było razem, mam wątpliwości, czy to będzie właściwe rozwiązanie, zwłaszcza że uważam, że on nie ma prawa naciskać na mnie w tej sprawie.

Mąż zawsze był ważnym liderem, zainwestował ogromne sumy w swoje dzieci: opłacił edukację, wszelkie drogie hobby, modne stroje. Nadal pomaga finansowo, chociaż już są dorośli. Ale jego pojęcie jest takie, że mężczyzna powinien tylko materialnie utrzymywać. Patrzę na jego żonę – nie zrobiła naprawdę żadnej kariery, całe życie zajmowała się zainteresowaniami dzieci, a on tylko dawał pieniądze. Obawiam się, że powtórzę jej los.

Całe życie czekałam na miłość i już straciłam nadzieję, dlatego wyszłam za mężczyznę, który mówił mi o tej samej miłości, a ja jestem niepoprawnym romantykiem. Nic nie mogę z tym zrobić: miałam takie podejście w wieku 20 lat, i teraz to się nie zmieniło. Równolatkowie z jakiegoś powodu nie mogą nawet powiedzieć tego nieszczęsnego “kocham”, a bez tego nie pójdę nawet do łóżka, nie mówiąc już o małżeństwie.

Miałam wcześniej mężczyznę przed mężem – rówieśnika. Przez trzy lata flirtowaliśmy w pracy, ale nic poważnego mi nie zaproponował, a ja nocami płakałam pod poduszką, bo mi się bardzo podobał, byłam zakochana. A potem “odpuściłam” i wyszłam za obecnego męża. Trzeba wybierać tego, kto naprawdę jest gotów wziąć na siebie odpowiedzialność.

Nie mogę powiedzieć, że wyszłam za mąż z wyboru, przecież uczucia były na pierwszym miejscu. Ostatecznie się w niego zakochałam. On jedyny stanął w mojej obronie w pracy, gdy chcieli mnie zwolnić, zachowywał się jak prawdziwy mężczyzna i szedł przeciwko wszystkim dla mnie. Tam była cała historia. Oczywiście, moje wyobrażenie było pod wrażeniem. Jednak w trakcie wspólnego życia otworzył się od nowych stron i, niestety, nie zawsze pozytywnych. Nie mogę powiedzieć, że jestem całkowicie szczęśliwa w tym małżeństwie, ale są też plusy.

Ale w kwestii urodzenia dzieci mąż okazał się kategoryczny. Wczoraj wszczął awanturę, że nowoczesne kobiety zupełnie “wypuszczają z rąk” rodzenie i że to jest jedyna rzecz, którą powinny robić. Ktoś miał do czynienia z taką agresją? Podpowiedzcie, co robić? Z jednej strony chcę dziecka, ale zdaję sobie sprawę, że moje życie wtedy skończy się ostatecznie, wychowałam już córkę, chciałam wziąć przerwę w kwestii dzieci, zwłaszcza że mąż już ma dwoje, ale nie wychodzi.