— Teraz zrozumiałam, dlaczego gotujecie tak dobrze. Przecież całe życie spędziliście w domu — wymownie uśmiechnęła się synowa

Wyszłam za mąż bardzo młodo. Poznałam Piotra na imprezie zorganizowanej przez administrację naszej uczelni dla studentów pierwszego roku. Przystojny absolwent nie odstępował mnie na krok.

Poprosił o mój numer telefonu i zadzwonił do mnie następnego dnia. Pół roku później Piotr oświadczył mi się. Zgodziłam się bez wahania. Moja matka była w kompletnym szoku. Płakała i mówiła, że popełniam ogromny błąd.

– Córko, robisz to za wcześnie.

Ale byłam tak szczęśliwa, że nikogo nie słuchałam. Rok później urodził się Michał, nasz ukochany syn.

Tak, bardzo trudno było pogodzić macierzyństwo ze studiami. Bardzo pomagała mi teściowa, a w końcu i mama.

Po ukończeniu studiów mój mąż zajął się biznesem. Sprawy nagle nabrały tempa, i w ciągu kilku lat Piotr otworzył kilka oddziałów w sąsiednich miastach.

Dzięki naszym mamom ukończyłam studia. Ale po studiach nigdy nie poszłam do pracy. Mój mąż powiedział, że chce pięknej i szczęśliwej kobiety w domu, a nie rozhisteryzowanej kobiety rozdartej między pracą a domem.

Koleżanki śmiały się ze mnie. Mówiły, że mój mąż celowo chce mnie zamknąć w domu i zamienić w bezsłowną niewolnicę.

– Zobaczysz, za pięć lat rzuci cię i znajdzie jakąś młodszą. Albo będzie cię ciągle zdradzał, a ty nie będziesz miała dokąd pójść. Przecież nie masz doświadczenia, pracy, własnego mieszkania – przekonywała mnie moja najlepsza przyjaciółka.

Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Jesteśmy razem od 20 lat. Nie mogę powiedzieć, że żyjemy serce w serce, ale jesteśmy bardzo blisko.

W tym roku spotkało mnie bardzo ekscytujące wydarzenie. Zostałam teściową. Tak, bardzo młodą. Tak, wcześniej niż wszystkie moje przyjaciółki.

Tego wyboru dokonał mój syn, a ja nie mam w zwyczaju kwestionować jego decyzji. Michał już pracuje, mieszka osobno i sam się utrzymuje. A poza tym, czy jest jakiś limit czasowy dla miłości?

Moja synowa Irena jest bardzo prostolinijną osobą. Bywa trudna w kontaktach, ale staram się zachować zimną krew. Nasza pierwsza przygoda z nią miała miejsce podczas uroczystości weselnej.

Wręczyłam jej kopertę i powiedziałam, że to prezent ode mnie i mojego męża. Dla nowożeńców, że tak powiem, na ich pierwsze rodzinne wydatki.

– W rzeczywistości, to prezent od teścia.Ty nie pracujesz, nic nie przynosisz do domu – powiedziała synowa, mierząc mnie spojrzeniem.

Byłam nawet trochę zdezorientowana. W naszej rodzinie nie ma zwyczaju mierzenia wkładu każdego z nas. Tak, mój mąż pracuje, ale to ja zajmuję się domem.

Kiedy Piotr wraca z pracy, dostaje świeży, gorący obiad, moje ciepło i uwagę. Czuje, że się na niego czeka, że jest mile widziany.

Nie myślcie, że siedzę i spędzam cały dzień na polerowaniu paznokci. Pracuję jako wolontariuszka, pomagam szpitalowi dziecięcemu i odwiedzam schroniska dla zwierząt. Wierzę, że przynoszę korzyści światu i naszemu miastu.

Po prostu nie jestem jedną z tych osób, które krzyczą o swoich dobrych uczynkach i działaniach. To nie jest miłe.

Tego dnia na weselu w milczeniu przełknęłam słowa mojej synowej. Postanowiłam, że nie będę robić zamieszania. Dziewczyna nie zna nas jeszcze dobrze, więc ocenia nas tak surowo.

Ale ostatni przypadek szczerze mnie zszokował. Zaprosiłam mojego syna i jego żonę do nas. Posadziłam dzieci przy stole, a synowa, próbując moich sałatek i gorących dań, powiedziała głośno:

– To jasne, dlaczego tak dobrze gotujesz. Całe życie jesteś w domu, nie masz nic innego do roboty, tylko stać przy kuchence.

Nie mogłam już tego znieść. Osoba, która dopiero co weszła w dorosłość, pozwala sobie na ocenianie mnie, osoby znacznie starszej.

– Albo będziesz mnie szanować i zachowasz swoje krytyczne uwagi dla siebie, albo nigdy więcej nie przekroczysz progu mojego domu – odpowiedziałam.

Moja synowa zalała się łzami, a mój syn rzucił się, by ją pocieszyć.

– Mamo, dlaczego czepiasz się Ireny? Ona nie chciała cię obrazić!

Czy chciała, czy nie, ale to zrobiła. Jestem jej teściową, a nie koleżanką ze szkoły, na której może wyładować swój zły nastrój.

Młodzi ludzie nie opuścili mnie tego wieczoru. Oni uciekli. Od tamtej pory nie zadzwonili do mnie ani razu.

Szkoda, że mój syn nie rozumie, że nie można w taki sposób mówić o członkach rodziny, nawet jeśli dla niektórych wciąż są nowi. Zobaczymy jak potoczy się jej życie.