W ten weekend mieliśmy gości, a teściowa też przyszła. Jak zawsze, przyszła z pustymi rękami, nawet czekoladki dla dzieci nie przyniosła. Miałam już się jakoś z tym pogodzić, ale nie mogę

W ten weekend mieliśmy gości, a także przyszła teściowa. Jak zawsze, z pustymi rękami, nawet czekoladek dla dzieci nie przyniosła. Już bym miała jakoś się z tym pogodzić, ale nie mogę

Mój mąż nie jest jedynym synem swoich rodziców, ma młodszą siostrę. Różnica wieku między nimi jest niewielka, zaledwie rok.

Moja teściowa wydaje się być dobrą osobą, więc nie mogę powiedzieć o niej nic złego, ale z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu podzieliła swoje wnuki na ulubione i mniej ulubione.

Okazuje się, że kocha dzieci swojej córki bardziej niż nasze, choć temu zaprzecza.

Dzieci dzieli pół roku, nasze są młodsze.

Kiedy jej córka urodziła, moja teściowa była najszczęśliwszą babcią na świecie.
Ona ciągle spędzała czas z córką, pomagając jej z dziećmi. Jej rodzina także poświęcała stałą uwagę wnukom. Dlatego miała wsparcie z obu stron.

Patrząc na to, pomyślałam, że kiedy będziemy mieli dzieci, nasi rodzice pomogą nam w ten sam sposób.

A ponieważ wiedzieliśmy już, że będziemy mieć bliźniaki, przygotowywaliśmy się na podwójne obciążenie pracą i naprawdę liczyliśmy na wsparcie naszych rodziców.

Przynajmniej mojego męża, bo moi rodzice mieszkają daleko i jedyne, co mogą zrobić, to przelać pieniądze na moją kartę.

Urodziłam bliźniaki. W pierwszym miesiącu mąż wziął specjalny urlop, aby mi pomóc.

Ale jego mama zaczęła się dziwnie zachowywać, oczekiwanej pomocy od swojej teściowej nie zauważyłam.

Dla niej to było tak, jakby narodziny jej wnuczek nigdy się nie wydarzyły. Nie, oczywiście, odwiedza nas, rozmawia z nimi, ale nie ma od niej ciepła, które powinno pochodzić od babci. Od kochającej babci.

Dziewczynki mają już prawie pół roku, a ja nigdy nie słyszałam, żeby teściowa mówiła, że też je kocha. Jak one urosły. Jak stają się mądrzejsze każdego dnia. Ale nigdy nie przestaje chwalić dzieci swojej synowej, opowiadając z entuzjazmem o wszystkim, co się z nimi dzieje.

W ogóle nie ma mowy o prezentach. Moja teściowa od dawna niczego nie przywiozła naszym dzieciom.

Zamiast tego wydaje całą swoją emeryturę na wnuki córki, zostawiając sobie tylko jedzenie i rachunki za media.

Nie chcę od niej prezentów, chcę, żeby poświęciła uwagę swoim córkom, swoim własnym wnukom.

Nie rozmawiałam o tym z mężem. Nie chcę go denerwować.

W końcu ona jest jego matką. Matką, którą bardzo kocha i szanuje. Która z kolei nie akceptuje jego dzieci jak własnych wnuczek.

Babcia, która spędza z nimi nie więcej niż dwadzieścia minut, bo czekają na nią drogie i ukochane wnuki urodzone przez jej córkę.

Jak można spokojnie zareagować w takiej sytuacji?

Nie chcę psuć relacji z nią. Ale jak jej wytłumaczyć, że to też są jej wnuczki i trzeba je kochać?