Wybraliśmy się na wakacje, a mąż powiedział, że chciałby zabrać ze sobą dzieci z pierwszego małżeństwa

Wyszłam za mężczyznę rozwiedzionego, więc rozumiałam, co to ze sobą niesie. Wtedy jego córka miała 6 lat, a syn 9. Dzieci często bywały u nas w weekendy, ale ich obecność bardzo mnie męczyła. Pomimo prób, by je zaakceptować, nadal czułam się obca. Nie udało mi się przełamać tego uczucia, zwłaszcza że były zbyt rozpieszczone i niegrzeczne. Nie uważały mnie za autorytet i zupełnie nie słuchały.

Teraz mamy już wspólne dziecko. Nasz syn ma trzy lata, i postanowiliśmy, że to idealny czas, aby zabrać go nad morze. Tym bardziej, że mąż właśnie dostał urlop. Kupiliśmy vouchery i zaczęliśmy się przygotowywać do podróży. Mama zaproponowała, abyśmy zostawili syna u niej, ale jeszcze nie podjęliśmy ostatecznej decyzji. Chcemy pokazać synowi morze, ale z drugiej strony, kiedy jeszcze będziemy mieli okazję być tylko we dwoje? Jesteśmy przecież nie tylko rodzicami, ale także małżonkami. Mąż uważa, że musimy zabrać dziecko. Nie mam nic przeciwko temu, ale jeszcze nie udzieliłam matce dokładnej odpowiedzi.

Około tydzień przed wyjazdem mąż powiedział, że chce zabrać również swoje dzieci. Twierdzi, że muszą poprawić zdrowie i wzmocnić odporność. Oczywiście zapytał o moje zdanie, ale chyba nie był gotowy na odmowę. Nie chcę brać jego dzieci z sobą pod żadnym pretekstem. W takim przypadku na pewno nie będę mogła odpocząć.

Mój odmów został przez męża przyjęty negatywnie, nawet z pewną agresją. Szybko zauważyłam, że stracił humor. Postanowiłam nie milczeć i zapytać, co go nie zadowala. Skoro zdecydowaliśmy się na rodzinne wakacje, to nie ma powodu do oburzenia. Jednak zrozumiałam, w czym tkwi problem: inicjatywa wyszła od jego byłej żony. Powiedziałam, że lepiej zostanę w domu, a on, jeśli chce, może pojechać z dziećmi nad morze. Taki scenariusz również go nie zadowala.

Jeśli teraz nie pojedziemy na wakacje, będziemy musieli cały rok siedzieć w zakurzonym mieście. Mąż zaczyna nowy projekt, więc nie ma pewności, czy dostanie jeszcze kilka dni wolnych. Trzymam się swojego stanowiska, ale nie podoba mi się jego postawa. W końcu powinien w pierwszej kolejności myśleć o swojej rodzinie. Skoro płaci wysokie alimenty, to jego była żona spokojnie mogłaby zabrać dzieci nad morze. W czym problem? Zobaczymy, jak ta historia się zakończy.