Z tego, co usłyszałem, kubek wypadł mi z ręki: moja teściowa powiedziała: “Jestem w ciąży. Nie wiem od kogo.”

To był zwykły niedzielny dzień. Mama mojego męża, Krystyna, jak zawsze, przyszła do nas, aby spotkać się z wnukami. Ale jej wygląd wydawał się dziwny. Tego dnia zazwyczaj wesoła i rozmowna teściowa, zupełnie nie uśmiechała się i nie opowiadała najnowszych plotek, usłyszanych od swojej ulubionej sąsiadki Gali.

– Może herbaty z marshmallow? – zaproponowałam Janinie, matce mojego męża.

– Nie odmówię – odpowiedziała, nie podnosząc oczu.

Krystyna usiadła przy stole, odgryzła kawałek słodyczy i nagle zeskoczyła z krzesła, biegnąc do toalety.

– Co się z nią dzieje? – zapytałam męża.

– Chyba coś źle zjadła i się zatruła.

Po kilku minutach mama mojego męża wróciła na swoje miejsce.

– Zatrułam się, pewnie? Nie masz gorączki? Zmierzmy! – dodał jej syn.

– Nie, dziękuję, synku. Nie jestem chora.

– A dlaczego wyglądasz tak zmęczona? – nie ustępował Michał.

– Ja… – zaczęła matka.

– Co?

– Jestem w ciąży. Nie wiem od kogo – wyznała teściowa.

Po usłyszeniu tych słów upuściłem kubek z ręki. Ale nikt nawet nie zwrócił uwagi na dźwięk tłuczonego szkła.

To dopiero wiadomość. Ale cóż, takie rzeczy się zdarzają, nieprawda? Krystyna miała już 56 lat. Żyła spokojnym, cichym życiem. Praca, dom, a w niedzielę spacery z ukochanymi wnukami. Ale pewnie nie znaliśmy jej całego życia.

Wszyscy byli cisi, a teściowa szeptem płakała.

– Poczekaj, mamusiu! A jesteś pewna? Może to jakiś błąd? – przerwał milczenie mąż.

– Nie – potrząsnęła głową Krystyna i wręczyła nam protokół USG.

W podsumowaniu napisano: “Ciąża 11 tygodni.”

– A kto może być ojcem dziecka? – zapytał syna.

– Albo Paweł Witalijewicz, albo Igor Swiedrycki, albo Anton Kirjanow – odpowiedziała matka.

Tym razem kubek wypadł z ręki męża. Było czym być zaskoczonym.

No dobrze, Paweł Witalijewicz – sąsiad Krystyny, mężczyzna w dojrzałym wieku, samotny. To można było zrozumieć. Ale Igor i Anton! Młodzi chłopcy pracowali na tym samym zakładzie, co matka męża. Igor miał nasz wiek, około 25 lat. A Anton niedawno wrócił z wojska. Miał zaledwie 20 lat.

– Dobrze. A co mówią lekarze? – kontynuował pytania syn.

– Mówią, że mam zdrowy organizm, że będę w stanie donosić ciążę. Tylko potrzebuję specjalnej opieki. Według USG z dzieckiem wszystko jest w porządku, rozwija się dobrze.

– Co myślisz?

– Będę rodzić – odparła teściowa pewnie. – A gdy urodzi się, zrobię test DNA. Alimenty mi nie są potrzebne. To tylko dla siebie. Chcę wiedzieć, czy dziecko jest synem czy córką ojca.

Od tego momentu w naszej rodzinie zaczęło się nowe życie. Z troską i zrozumieniem podchodziliśmy do teściowej w jej interesującym stanie. Nawet znaleźliśmy dla niej dobrego prywatnego lekarza, który zgodził się prowadzić ciążę.

Wkrótce brzuch Krystyny zaczął się zaokrąglać. Było dziwne patrzeć na nią, ale staraliśmy się nie okazywać swojego nieustającego zdumienia i zwykłego ludzkiego zainteresowania.

Teściowa starała się ukryć swój brzuch w szerokiej odzieży, obawiając się, że jej trzech podejrzanych ojców zauważy jej stan.

– Nawet nie wiem, jak powiedzieć swojemu szefowi, że idę na urlop macierzyński – narzekała, jedząc jeszcze zieloną malinę. – Czy mam się zwolnić czy co… Ale potem nie dostanę pomocy… A trzeba z czegoś żyć.

O ciąży Krystyny dowiedzieliśmy się dokładnie w dniu, kiedy przyniosła zwolnienie lekarskie do pracy. Wiadomość o tym, że 56-letnia pracownica magazynu spodziewa się dziecka, wstrząsnęła całym towarzystwem. Szczególnie zdenerwowani byli Igor Swiedrycki i Anton Kirjanow.

W dniu, w którym teściowa szła na urlop macierzyński, w naszym mieszkaniu pojawił się nieoczekiwany gość. Przed drzwiami stał Igor. Ten sam, jeden z podejrzanych ojców dziecka. Nie wiedział o przygodach Krystyny i był pewny, że kobieta jest w ciąży z nim.

– Jestem gotów płacić alimenty, utrzymywać twoją mamę, ale nie zamierzam się żenić. Dziecko może wpisać na mnie, ale nie będę miał nic wspólnego z jego wychowaniem – oświadczył 25-letni chłopak.

– Dobra – spokojnie odpowiedziałam. – Dlaczego nie powiesz tego Krystynie?

Igor opuścił wzrok. Stało się jasne: był mu wstyd i strach podejść do matki swojego dziecka.

– To twoja sprawa. W każdym razie nikt nie zmusza cię do kontaktu z synem ani córką – dodałam, nie czekając na odpowiedź na moje pytanie.

Na tym miło się pożegnaliśmy, a ja zamknęłam drzwi przed chłopakiem. Byłem zły. Oczywiście, Krystyna narobiła zamieszania, ale co z mężczyznami? Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za swoje czyny. Potrafią tylko odciąć się od konsekwencji.

Kilka godzin później przyszedł Anton Kirjanow. Tym razem nie był sam, przyszedł z matką.

– Jestem gotowa płacić wam tyle, ile chcecie, ale proszę, nigdy nikomu nie mówcie, że matka spodziewa się dziecka od mojego syna! On ma dziewczynę, wkrótce wesele! – błagała matka Antona.

No i cóż, dzisiaj taki dzień. A co, sam młody tatuś polizał język? Stał cicho, blisko matki, oczy spuszczone na podłogę, jak pierwszoklasista. A teraz mężczyźni poszli. A wkrótce miał wesele. Dokąd zmierza ten świat?

– Nie potrzebujemy waszych pieniędzy – powiedziałam. – Do widzenia. Nie znamy was, i wy nas też nie znacie.

Zamknęłam drzwi przed ich nosem. Byłem zły. Oczywiście, Krystyna narobiła zamieszania, ale co z mężczyznami? Nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za swoje czyny. Potrafią tylko odciąć się od konsekwencji.

Miesiąc później odbyło się wesele. A miesiąc później Krystyna urodziła piękną córeczkę, Wasyliszkę Pawłownę. I wiecie, była niesamowicie podobna do Pawła Witalijowicza. Test DNA potwierdził, że to naprawdę jego biologiczna córka.