Zablokowałam wszystkich krewnych w telefonie, i życie stało się prostsze

Wychowywałam się w przyjaznej, dużej rodzinie. Miałam mamę i tatę, a oni mieli dużo braci i sióstr, którzy byli dla mnie wujkami i ciociami. Oczywiście, oni też mieli dzieci, więc pojawiło się jeszcze więcej krewnych. Ponieważ rodzice mamy byli żywi, spotykaliśmy się na działce każdy weekend.

Tak, mieliśmy naprawdę dużą i przyjazną rodzinę, przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Zawsze spotykaliśmy się w dużym, głośnym gronie, było naprawdę wesoło. Z dziećmi bawiliśmy się, ale wszystko to skończyło się, gdy dorosłam. Skończyłam szkołę, ukończyłam kursy księgowości i chciałam znaleźć pracę.

Zwróciłam się do krewniaka, siostry mamy, która pracowała w dziale kadr w dużej fabryce. Ale odpowiedziała mi kategorycznie nie. Nawet nie rozmawiałam z szefem, ale powiedziała mi, że nie mam ani wykształcenia, ani niczego. I mój charakter jest jakiś taki, więc odmówiono mi.

Wtedy poszłam na studia. I potem, w weekendy, spotkaliśmy się u babci, gdzie usłyszałam same nieprzyjemne rzeczy na mój temat. Że nie jestem inteligentna, że po szkole nie mogłam dostać się na studia, więc poszłam na kursy księgowości. Że nigdy nie ukończę studiów, bo od razu mnie wywalą.

Byłam bardzo obrażona, więc następnego weekendu nie spotkałam się z nimi. Kiedy mama do mnie zadzwoniła i powiedziała, że wszystko rozumie, ale trzeba rozmawiać z krewnymi. Następnego weekendu pojechałam do babci, bardzo ją kochałam i chciałam ją widywać.

Krewni mnie po prostu irytowali. Nie byłam zamężna, a cały czas praca mi zajmowała czas. I zaczęli mi mówić, że już nigdy nie wyjdę za mąż, że mam 24 lata, więc jestem stara. Nikt mnie nie weźmie za żonę. Nie mam wykształcenia, nigdzie nie pracuję, i tak dalej.

Było mi bardzo przykro, ale siedziałam cicho, nikomu nic nie mówiłam, bo to byli krewni. Było mi bardzo przykro, i ostatecznie dobiło mnie to, kiedy nasza babcia źle się poczuła, miała 86 lat. Już nie mogła o siebie zadbać, nikt nie chciał jej wziąć.

Wszyscy moi ogromni krewni mówili, że nigdy, zawsze znajdą jakieś powody, by odmówić. A ja ją wzięłam do siebie, bo bardzo ją kochałam. Przez cztery lata mieszkała u nas. Opiekowaliśmy się nią, kochaliśmy, karmiliśmy.

W ostatnim roku, kiedy już leżała bez ruchu, zmienialiśmy jej pieluchy, myliśmy ją. Mój mąż, który nie miał do niej żadnego związku, nosił ją na rękach do łazienki, zmieniał pieluchy, i robił wszystko inne.

A kiedy zmarła, wszyscy krewni powiedzieli, że zatruwaliśmy ją specjalnie, żeby zdobyć jej mieszkanie. Ja nawet o tym nie myślałam. I na pogrzebie babci, kiedy wszyscy szeptali za moimi plecami, odmówiłam wszystkiego, co babka mi zapisała.

Zrywałam wszystkie więzi z krewnymi, nawet z mamą teraz rozmawiam od czasu do czasu. Kiedy dzwoni bez powodu, po prostu odkładam słuchawkę, jeśli jednak trzeba czymś pomóc, oczywiście pomogę. Ale z resztą krewnych teraz nie rozmawiam.

I wiecie co? Teraz czuję się dobrze, nie mam żadnych zobowiązań wobec nikogo i niczego. Nie wstydzę się, wiem, że robię wszystko dobrze. A krewni, niech będą krewnymi, ale nie rodziną.

Z mamą rozmawiam, i wiem, że jeśli będzie jej źle, na pewno pomogę. Ale z innymi, którzy o mnie tak mówią, nie chcę rozmawiać.