Alfons zaprosił mnie na kolację. Jak go sprawdziłam! Wszyscy zadowoleni

Niedawno świętowałam moje 44 urodziny. Pomimo mojego wieku jestem aktywną, towarzyską i pełną życia kobietą. Całe życie dążyłam do realizacji swoich pragnień i osiągania postawionych celów.

Obecnie mam dobrze płatną pracę, syn raduje się zarówno mną, jak i swoimi sukcesami na uczelni, ale moje życie osobiste nie jest pełne radości. Prawie dziesięć lat minęło od mojego rozwodu, a poważnych związków nie było.

Pewnego dnia w moim życiu zaszła bardzo interesująca próba nawiązania relacji. Historię można by nazwać wakacyjnym romansikiem, ale był on tak krótki, że bardziej kojarzy mi się jako bardzo śmieszny dowcip, który opowiedział mi dobry znajomy.

Zawsze realistycznie oceniałam, że w moim wieku znalezienie godnego partnera staje się z każdym rokiem coraz trudniejsze. Z pływem czasu rosną nie tylko lata, ale i wymagania wobec potencjalnego towarzysza. Marnowanie lat i własnej energii na nieudane związki jest zbyt drogie. Jednocześnie nigdy nie pozwalałam sobie na sięganie po każdego faceta.

Należy zauważyć, że przez cały ten czas spotykałam zupełnie różne egzemplarze, ale żaden z nich nie spełniał nawet podstawowych kryteriów, nie mówiąc już o męskim podejściu.

Nigdy nie wdawałam się w związki z osobami nieszczerymi, a tym bardziej nigdy nie tolerowałam otwartego oszustwa. Mam wystarczająco szerokie kręgi społeczne, ale dla kłamców i łajdaków tam nie ma miejsca i nie planuję tego zmieniać. Od dzieciństwa ceniłam przede wszystkim uczciwość i prawdziwą męską hojność.

I oto zdarza się ze mną bardzo interesująca historia. Na południu, nad morzem, podczas wieczornego spaceru nad brzegiem, spotyka mnie pewien Olgierd. Teraz o nim będzie mowa.

Bardzo uprzejmy i do tego przystojny chłopak zrobił dobre wrażenie. Rozpoczęła się rozmowa, w której Olgierd wydawał się miły i intelektualnie rozwinięty. Na początku jego nadmierne zainteresowanie moją pracą i stanowiskiem wydało mi się niegrzecznością.

Później uznałam, że Olgierd po prostu jest bardzo uważny i interesuje się wieloma historiami. Nie ukrywał swojego zainteresowania mną jako kobietą, bardzo szybko zaprosił do restauracji, a przed snem zdążył nawet napisać kilka miłosnych wiadomości.

Następnego dnia spotkanie odbyło się przy kolacji w eleganckiej restauracji. Olgierd zachowywał się grzecznie, żartował wesoło, ale od czasu do czasu opowiadał o swoim udanym biznesie. Nieustannie chwalił się swoją nie skromną opowieścią o willi, drogich samochodach i podróżach, co wydało mi się bardzo dziwne dla samowystarczalnego faceta, a już na pewno na pierwszej randce.

Nie zwracałam na to szczególnej uwagi, a jeszcze zupełnie nie podejrzewałam, że niedługo sama będę musiała zapłacić za naszą wspaniałą kolację.

Później przypuszczałam, że chyba wszyscy alfonsi na pierwszym spotkaniu sprawdzają, czy kobieta jest gotowa opłacić ich rachunki. W chwili płatności Olgierd zmieszał się i powiedział, że zapomniał portfela w domu.

Tu wszystkie podejrzenia zaczęły układać się w całość, a ja zdałam sobie sprawę, że miałam do czynienia z prawdziwym alfonsikiem, który po prostu “profesjonalnie” ocenił na nabrzeżu mój wygląd zewnętrzny i przewidywalne dobrobyt.

Nigdy nie zaliczałam się do grona bojaźliwej dziesiątki, więc decyzja została podjęta natychmiast. Chwyciłam telefon niechlujnego kawalera i podałam go kelnerowi, mówiąc, że to zaliczka, a moim towarzyszem pieniądze przyniesie bardzo szybko. Olgierd coś bełkotał pod nosem i nieśmiało wyciągnął kartę kredytową. Ta kolacja okazała się pożegnalną w naszych związkach z Olgierdem. Żadnych kolejnych spotkań, a miłosne wiadomości SMS skończyły się równie szybko, jak się zaczęły.