Dzieciństwo jest dane po to, aby dziecko uczyło się poznawać świat. Nie trzeba mu w tym przeszkadzać

Mam dwoje hałaśliwych maluchów, którzy mają po trzy lata. Jednak hałasują, krzyczą, płaczą, jakby to była cała tłuszcza. Początkowo bardzo mnie to irytowało. Trudno było mi się do tego przyzwyczaić. Zawsze więc wymagałam od nich, aby przestali. Nawet stawiałam jakieś warunki, że już nie będę z nimi bawić.

W tym momencie maluchy patrzyły na mnie zdezorientowanymi kwadratowymi oczami i ucichły. Wydawało mi się, że inteligentne i dobrze wychowane dzieci rosną bez hałasu. Jednak wkrótce zrozumiałam, że bardzo się myliłam.

Oświecenie przyszło razem z chorobą. Moje maluchy zachorowały. I to jednocześnie. Wysoka temperatura położyła ich do łóżeczek. Przez większość czasu spały. Co pół godziny kładłam dłoń na ich czołach, żeby zrozumieć, czy mierzyć temperaturę, czy nie. Podawałam im herbatę z malinami i marzyłam, żeby znów biegały, skakały, bawiły się.

Choroba długo nie chciała ustępować. Wydawało się, że trwa wiecznie. Bardzo tęskniłam za ich brzęczącymi głosami, krzykami, które czasem sprawiały, że podskakiwałam. Wtedy zrozumiałam, że jeśli dzieci hałasują, to są zdrowe.

Poprzez krzyk wyrażają swoje emocje. Dlatego nie można im zamykać ust. Muszą się cieszyć, śmiać, śpiewać, tańczyć. Poprzez to wszystko poznają świat i uczą się.

Teraz moim maluchom wolno krzyczeć. Rozumiem, że to nie oznacza, że mnie nie kochają. Gdy burza emocji ucichnie, znów stają się spokojnymi, uroczymi dzieciaczkami, które rozmawiają ze mną z miłością.

Dobrze, że zrozumiałam to na czas. A jak reagujesz na emocje swoich dzieci?