Już zbierałam się do rozwodu, bo mąż zmieniał się na oczach. A potem spotkałam swoją przyjaciółkę, ona wyjaśniła, że Adam to złoty mężczyzna, a ja nikomu niepotrzebna z dwojgiem małych dzieci

Mam bardzo dobrą i szczęśliwą rodzinę. Moi rodzice to dobrzy i uczciwi ludzie. Przez całe życie żyli dobrze, starali się dla nas z bratem, żeby postawić na nogi, żeby dać dobre wykształcenie i my żyliśmy nie gorzej niż wszystkie inne dzieci. Oczywiście, że nie byliśmy bogaci, ale dostatek w domu zawsze był, a jeszcze było dobro, miłość, wzajemne zrozumienie i wsparcie bliskich ludzi.

Ogólnie wszystko było u nas dobrze, czas mijał szybko, my rośliśmy w szczęśliwej rodzinie. A potem zbierałam się za mąż, mi zrobił propozycję Adam.

A potem przyprowadziłam Adama do domu, żeby przedstawić go swoim rodzicom. Ale mamie i tacie przyszły zięć zupełnie się nie spodobał. Kiedy Adam odszedł, mama powiedziała:

– Jest bardzo egoistyczną osobą, dziecko, będzie ci ciężko żyć z nim.

Tata też poparł mamę i oni jeszcze długo mnie przekonywali, żebym nie spieszyła się wychodzić za mąż, żeby poczekała i dobrze pomyślała, bo spotkałam nie tego mężczyznę, on nie uczyni mnie szczęśliwą. Mama z tatą byli pewni, że robię zły wybór, ale ja ich już nie słuchałam, bo myślałam, że rodzice mogą też pomylić się i nie mogą zrozumieć człowieka tylko za jedną spotkaniem.

Wyszłam za mąż i przeprowadziłam się do mieszkania Adama. Na początku wszystko było w porządku, a potem dowiedziałam się, że spodziewam się dziecka. Byłam bardzo szczęśliwa, a Adam zasmucił się. Powiedział, że nie planował jeszcze tak wcześnie zostawać ojcem i chciał jeszcze pożyć dla siebie.

Urodziłam córeczkę i zauważyłam, że mąż zaczął się oddalać, poświęcał nam coraz mniej czasu, mówił, że chce odpocząć po pracy. Adam uważał się za mało nie centrum wszechświata, wokół którego wszystko się kręci. Moje myśli, pragnienia, emocje dla niego były zupełnie obojętne. Wszystko miało być tak, jak mówi mężczyzna, bo tylko on zawsze ma rację.

Nie podobało mi się to, ale z czasem pogodziłam się, bo kochałam go i ponad wszystko pragnęłam spokoju w rodzinie i wygody w domu. Nauczyłam się patrzeć na świat oczami swojego męża, łapałam każdy jego ruch, próbując przewidzieć każde jego pragnienie. A on. On zupełnie obojętnie odwracał się ode mnie, zajmował się tylko swoimi sprawami i tyle. Czyżby Adam i wcześniej był taki, a ja przez swoje uczucia nie zauważałam tego?

A potem dowiedziałam się, że znów jestem w ciąży. Adam był bardzo zdenerwowany, powiedział, że teraz nie na czas, ale postanowiłam, że zostanę mamą po raz drugi. Kiedy urodził się nasz syn, mój mąż zaczął w ogóle wracać do domu późno. Rzadko bywa w domu, mówi, że jesteśmy dla niego męczący.

Już nawet zaczęłam myśleć o rozwodzie, ale mi kiedyś moja najlepsza przyjaciółka powiedziała, żebym nie popełniała błędu. Adam ma mieszkanie, dobrze zarabia, troszczy się o nas, choćby poświęcał mało swojego czasu. A komu ja jestem potrzebna z dwojgiem małych dzieci? Co ja sama będę robić?

Smutno, ale tak jest. Teraz tak sobie żyję. Niby dostatek, dzieci są dobre, ale rodzinnego szczęścia nie mam, jestem nieszczęśliwa kobietą. Teraz poświęcam dużo uwagi dzieciom, uczę ich wszystkiego dobrego, żeby one też przeżyły szczęśliwe życie, nie takie, jak teraz u mnie. Bardzo żałuję, że nie posłuchałam wtedy taty i mamy. Czy można jeszcze coś zmienić? Co ja zrobiłam nie tak?