Kilka tygodni temu miałam urodziny, zebrały się goście – kilka przyjaciółek, wpadli, by mnie pozdrowić, syn z żoną i dzieckiem. Wracając do domu, synowa zdała sobie sprawę, że zgubiła swój telefon. Kiedy jej telefon zadzwonił, zarówno ja, jak i goście byliśmy zdumieni

– Z synową, Marią, zawsze miałam do czynienia z całym sercem! – opowiada pięćdziesięciosiedmioletnia Anna. – Pomagałam im często z dzieckiem – Maria miała problemy po narodzinach dziecka, leżała w szpitalu, syn pracował i biegał do niej, a ja siedziałam z dzieckiem. Dawała sobie radę! Teraz obiecała im mieszkanie…

– To świetnie! Dobrze pomagać młodym…

– Tak. Maria czekała na drugie dziecko, niespodziewanie, a ja mam dwupokojowe mieszkanie, które wynajmuję. Najemcy wyprowadzają się za kilka tygodni, mówię im, remontujcie, wprowadźcie się i żyjcie, skoro taka sytuacja, nie będę szukać nowych lokatorów! Niech nie będą zmuszeni jeździć po wynajętych mieszkaniach z dwójką takich małych dzieci… Mieszkanie jest dobre, okolica świetna, myślę, niech mieszkają, dopóki synowa nie wróci z urlopu macierzyńskiego i nie postawi się na nogi, wtedy zobaczymy…

… Pierwszemu wnukowi Anny niedługo skończą się dwa lata, a za cztery miesiące syn i jego żonie ma się urodzić drugie dziecko.

Szczerze mówiąc, młodzi początkowo wahali się, czy warto mieć dziecko, ponieważ teraz nawet swojego miejsca do mieszkania nie mają, wynajmują mieszkanie. Ale Anna stanowczo powiedziała: jeśli już tak wyszło, trzeba rodzić!

I zaoferowała im mieszkanie. To stało się ważnym argumentem “za”.

– Ogólnie Maria, oczywiście, to niełatwa osoba! – westchnęła Anna. – Porywcza. Póki pomagam – wszystko w porządku, ale tylko trochę nie zgodzi się z nią – od razu jestem wrogiem.

Ale starałam się być mądrzejsza. Nie zwracałam uwagi, nie słyszałam, nie widziałam, nie zauważałam pewnych rzeczy. I teraz myślę – na nic! Powinienem był od razu postawić wszystko na swoje miejsce. Może byśmy nie doszli do tego punktu.

Kilka tygodni temu Anna miała urodziny, zebrały się goście – kilka przyjaciółek, a także syn z żoną i dzieckiem, aby ją odwiedzić. Anna upiekła mięso, kupiła ciasto, nakryła stół, wszyscy świetnie się bawili.

Młodzi zaczęli zbierać się do domu – dziecko trzeba już układać do snu. Anna przekazała im cukinie, kilka słoików przetworów, ogórki z działki. Syn z torbami poszedł do samochodu, Maria została, aby ubrać dziecko. Kiedy się ubrali i przygotowywali się do wyjścia, nagle synowa wybuchła – nie ma telefonu.

Telefon leżał właśnie obok na stole, kiedy pili herbatę. Może dziecko gdzieś go schowało?

– Poczekaj! Zaraz zadzwonię! – Anna wzięła swój telefon.

– Ojej! Nie, nie trzeba! Teraz Michał przyjdzie, zadzwoni! – nagle zaczęła mówić Maria. – Po prostu teraz sama poszukam, gdzie on może być, po co dzwonić…

Ale Anna już wybrała numer… i nagle usłyszała spod poduszek na kanapie przeraźliwe szczekanie małego pieska.

– Wyobraź sobie? – Anna prawie płacze. – Ona ma ustawiony dźwięk dzwonienia na moje wezwanie – pieski szczekanie.

Moje przyjaciółki siedzą, wszystko słyszą, wszyscy czują się nieswojo. Cóż, ona złapała swój telefon spod poduszki, wzięła dziecko, wyszła z mieszkania – a ja płakałam jak strumień. Czemu zasłużyłam na coś takiego? Moje dziewczyny próbowały mnie pocieszyć. Ale tylko mi było gorzej. Myślę – syn pewnie też o tym wiedział. Pewnie słyszał to szczekanie. Śmiali się razem, chyba.

Anna poważnie obraziła się na młodych.

– Następnego dnia dzwoni do mnie syn, jak gdyby nigdy nic! – opowiada. – Kupił jakieś materiały do remontu mieszkania. Pyta, czy od razu mogę tam wnieść, postawić na balkonie.

A ja mu mówię – wiesz co, synu, zmieniłam zdanie. Podziękuj swojej żonie. Powiedziała ci, co się stało pod koniec święta? Nie? To ją zapytaj.

…Syn teraz męczy Anię telefonami, ale zamiast przeprosin, matka słyszy tylko wyrzuty.

Maria w ogóle milczy. Anna wszystko rozumie, ale po tym, co się stało, nie chce absolutnie ustępować.