Mam 40 lat, a mój mąż 30. Wydawało się, że wszystko u nas było dobrze, ale ostatnio wszystko się zmieniło

Prawdę mówiąc, nie jestem pewna, czy wielu ludzi zrozumie sytuację, w której się teraz znajduję, ale dla mnie jest to dość poważny problem, zwłaszcza ostatnio. Mówi się, że dobre życie mężczyzny zaczyna się od 30 roku życia – i to prawda, właśnie wtedy staje się on bardziej odpowiedzialną i aktywną osobą.

A dla większości kobiet te same 30 lat jest etapem przejściowym, podsumowuje się jakieś życiowe podsumowania i wyniki, ona już dobrze rozumie, co jest najważniejsze w życiu, jakie są jej priorytety i wartości. Dla mnie, można powiedzieć, że wiek 30 lat, to było jakby zakończenie młodości, poważny zwrot w życiu, tak właśnie to postrzegałam ten okres.

Główne jest to, że ostatnio zaczęłam się wstydzić swojego Andrzeja. Nie bez powodu. Bo moim mężem poważnie interesowały się inne kobiety. Mi w moich 40 latach wydaje się, że to zupełnie nie tak. U większości moich koleżanek już rodziny w moim wieku. Ja jestem dorosłą osobą, a on jak dziecko, choć i na czwartym dziesiątku życia. Mamy trochę inne zainteresowania, ale mamy szczere uczucia do siebie.

Andrzej u mnie wciąż żyje jakimiś marzeniami, ma jakieś plany, które uważam za nierealistyczne, one mi w ogóle nie pasują, jakieś dziecięce zupełnie, moim zdaniem. I nie mam wątpliwości co do jego wierności wobec mnie.

Poznaliśmy się, kiedy on był tylko studentem. Sam osiągnął wiele w życiu, jak na swój wiek, i nigdy mu nie pomagałam, pomimo posiadania znajomości w naszej sferze zawodowej. Jestem prawie pewna co do jego wierności wobec mnie, jednak zaczynają się między nami rozbieżności w kwestiach życiowych. To właśnie o czym mówiłam.

Teraz Andrzej dla mnie jest jak dziecko. W przeszłości było wesoło, ale trzeba myśleć i o przyszłości – trzeba się zastanawiać, co zostawię po sobie. Chcę prawdziwej rodziny, dzieci, a mąż woli jeszcze trochę poczekać i przeżyć jakiś rok-dwa dla siebie.

I mówiąc o spuściźnie nie mam na myśli tylko dzieci. Chociaż mój mąż uważa, że jeszcze zdążymy z dziećmi. Mówię o czymś więcej, co z nim nie da się zbudować. Jednakże lubię, gdy jest obok, a rozejście się z nim byłoby bardzo nieprawidłowe i dziwne. Przecież nie ma ku temu żadnych powodów. Co więcej, mamy szczere uczucia, szanujemy i wspieramy się nawzajem.

Ostatnio rozumiem, że zaczynam się wstydzić przebywać z nim wśród ludzi. Tak, brzmi to może komuś śmiesznie, ale mam ostatnio takie wrażenie, że na nas wszyscy patrzą, tylko o nas wszyscy mówią i się uśmiechają sobie. Mężczyźni u moich rówieśnic są starsi, a to, że przebywam wśród ludzi z Andrzejem – wygląda jak próba udawania młodszej osoby.

Bez wątpienia, nikomu nie powinno być do rzeczy do naszych relacji, i poprawniejsze byłoby po prostu to zostawić i nie zwracać uwagi na opinię otaczających mnie ludzi, ale ilekroć się staram, to mi się nie udaje.

Czy warto mi zakończyć z nim kontakt i iść do swojego celu sama, czy czeka mnie dobre przyszłość z nim? Czy muszę brać pod uwagę opinię moich bliskich? Wszystkie te pytania nie dają mi spać po nocach, i szczerze mam nadzieję, że ktoś dokona wyboru za mnie? To brzmi naiwnie, ale nie chcę go podejmować samodzielnie. Mam nadzieję na jakąś słuszną radę, bo wyboru sama zrobić nie mogę.