— Mamo, proszę, zaakceptuj to już! To mój syn, moje dziecko! — powiedział mąż swojej teściowej

Pragnęłam dziecka. To prawda. Jednak nie mogłam zrezygnować z kariery dla macierzyństwa. Mąż ciągle mi przypominał, że czas ucieka, ale ja odkładałam to na później. Bardzo chciał dziecka, a ja byłam skupiona na rozwoju finansowym. Nie, nie była mi obojętna ta kwestia – martwiłam się bardzo.

Pewnego dnia udałam się do domu dziecka, aby dostarczyć pomoc charytatywną, co robiłam stosunkowo często. Szczególnie, że finansowo mi to było możliwe. Wówczas po raz pierwszy zobaczyłam Leszka. Kiedy ten chłopiec spojrzał na mnie, moje serce roztapiało się.

Chwycił mnie za rękę i powiedział:

— Mamo!

Choć zazwyczaj nie jestem sentymentalna, w tamtym momencie nie zdołałam powstrzymać łez. Zafundowałam sobie chwilę słabości, wybiegłam na korytarz, by się wypłakać i uwolnić emocje. Chciałam go adoptować. Jednak dyrektorka zaczęła mnie odwodzić, proponując inne dzieci.

— Ale ja chcę właśnie tego chłopca! — stanowczo oznajmiłam.

— Jego rodzice byli uzależnieni od narkotyków. Ciebie to nie niepokoi? Zmarli z przedawkowania.

Dowiedziałam się od niej, że Vanja dorastał w niezbyt zamożnej rodzinie. Organ opieki społecznej ciągle nad nimi czuwał. Wkrótce go odebrano i umieszczono w domu dziecka. Wtedy rodzice byli w takim stanie, że żadne leczenie już nie pomagało.

Kiedy za Vanją przyszli po zawiadomieniu sąsiadów, jego rodzice byli już martwi. Nie wiadomo, ile chłopiec z nimi przebywał. Na szczęście dziecko było zbyt małe, aby zrozumieć cokolwiek.

— Przecież wiesz, co to dziedziczność? Proponuję wybrać innego chłopca albo dziewczynkę. Mamy cudowne dzieci z dobrych rodzin — próbowała przekonać mnie dyrektorka domu dziecka.

— Nie, chcę akurat tego chłopca.

— Dobrze. Możesz przygotowywać dokumenty.

Przy pożegnaniu obiecałam Vanji, że wrócę niedługo. Potem były długie namowy – mąż nie chciał go adoptować. Musiałam postawić ultimatum: albo mnie popiera, albo się rozwodzimy. W końcu się zgodził. Szybko przygotowaliśmy dokumenty i zabraliśmy chłopca do domu. Adaptacja była bardzo trudna. A do tego teściowa pogarszała wszystko…

Przed adopcją dziecka miałam dobre relacje z teściową. Wiedziała, że zajmuję się karierą, więc nie planuję jeszcze rodzić dziecka. Krewna odwiedzała nas rzadko, ale zdarzało się. Nie było między nami żadnych konfliktów. Mieszkanie, w którym mieszkaliśmy, zakupiła własnie ona.

— A kto to jest za dziecko? Co ono robi w moim mieszkaniu? Adoptowaliście go, co nie? Straszne! — oburzyła się krewna.

Do tego czasu mój mąż już bardzo przywiązał się do Vanji. Nawet bardziej niż ja. Udzielił zdecydowanej odpowiedzi swojej matce:

— Mamo, proszę, zaakceptuj to już! To mój syn, moje dziecko! Jeśli tak bardzo ciebie to męczy, że on mieszka w “twoim” mieszkaniu, możemy je opuścić.

Byłam w szoku. Zazwyczaj mąż rozmawia bardzo spokojnie i z umiarem. Później wyjaśnił mi, że inaczej matka by nie zrozumiała.

Tak, wyprowadziliśmy się z mieszkania teściowej. Na początku wynajmowaliśmy mieszkanie, a potem zbudowaliśmy dom poza miastem. I niedługo po tym w naszej rodzinie pojawiło się kolejne dziecko – jestem w ciąży.

Wierzę, że wszystko będzie świetnie.