Maria mieszkała z własną matką, która miała bardzo trudny charakter. Ona już przyzwyczaiła się do tego życia, dopóki nie kupiła akwarium do domu i zauważyła, że zaczęły z niego znikać rybki

Maria kupiła akwarium. Mieszkała z matką. A matka była trudną osobą. Mówiła córce obraźliwe słowa, wyśmiewała wszystkie jej próby poprawy życia, nigdy się nie cieszyła… Być może miała zaburzenia psychiczne, ale życie z nią było bardzo trudne.

Maria zawsze tak żyła. Przyzwyczaiła się, choć często płakała potajemnie. Pracowała za grosze – matka mówiła, że nawet to dużo dla takiej próżnej i głupiej dziewczyny.

Nie mogła odejść, nie było na co wynająć mieszkania. Po prostu się przyzwyczaiła, to jest główne. Tak przyzwyczajali się niewolnicy w Starożytnym Egipcie, nawet nie trzeba było ich trzymać łańcuchami czy ścianami więzienia. Człowiek nieuchronnie się zmienia, jeśli przez długi czas jest w niewoli.

I oto Maria nazbierała pieniądze. Poprosiła matkę o zgodę. I kupiła małe akwarium, używane. I kupiła rybki.

To były wspaniałe rybki: perłowo-niebieskie guramis, wspaniałe ogonki gupiki, świecące jak świetliki, piękne jak kamienie szlachetne… I dostali jeszcze sumika w prezencie. Szary duży sumik z wąsami. Rybki pływały wśród szmaragdowych glonów. A sumik leżał na dnie i poruszał wąsami.

Wieczorami Maria podziwiała rybki i troszczyła się o swoje akwarium. Ale potem rybki zaczęły znikać! Codziennie znikała jedna wspaniała rybka. I dziewczyna nie rozumiała, w czym rzecz. Nawet myślała o strasznych rzeczach: może matka łowi rybki i wyrzuca? Gdzie bez śladu znikały rybki?

A potem zrozumiała. Kiedy została tylko jedna rybka, maleńki gupik z długim, wielobarwnym ogonkiem: to sumik jadł rybki. I zjadł wszystkie. Leżał na dnie, wybierał rybkę, a potem ją zjadał. I tak wszystkich zjadł.

I Maria zrozumiała. Akwarium, nawet bardzo dobre, to ograniczona przestrzeń, z której nie ma ucieczki. Jeśli w akwarium jest ryba drapieżna, stopniowo zje wszystkie. I zje wszystko: młodość, zdrowie, piękno, nadzieje i marzenia. I nawet życie.

Maria patrzyła na maleńkiego gupika. I na tłustego, szarego sumika z wąsami, który krył się za kamyczkiem. A potem odseparowała sumika do słoika i zaniosła do sklepu zoologicznego – tam go chętnie wzięli i posadzili do innych sumików.

A Maria zaczęła szukać innej pracy, nic matce nie powiedziała. I znalazła. Płacili więcej, wystarczyło, aby wynająć pokój. I pomimo krzyków i klątw matki dziewczyna przeprowadziła się do tego pokoju, wzięła tylko swoje rzeczy i małe akwarium z gupikiem. I zaczęła żyć samodzielnie – okazało się, że to całkiem możliwe w trzydzieści lat.

I do matki Maria dzwoni i ją odwiedza. Chociaż matka przyjmuje ją ponuro, ponuro drwi z ubrania, makijażu, prezentów… I stara się dotknąć najbardziej bolesnych miejsc – ugryźć. Ale ugryźć nie oznacza “zjeść”. I można się wycofać albo odejść daleko. Jeśli jest gdzie pójść, jeśli jest swoja przestrzeń i swoje życie. Chociażby mała własna przestrzeń – na początek.

I wspaniały gupik mieni się wszystkimi kolorami w nowym przestronnym akwarium. Wśród innych pięknych rybek. I Maria stopniowo rozkwita, znajduje przyjaciół, uczy się nowego zawodu… I marzy o miłości. I kocha swoją matkę, pomimo wszystko. Po prostu trzeba kochać niektórych ludzi z dystansu. W jednym akwarium są niebezpieczni.