Mój syn i ja zdołaliśmy poradzić sobie ze wszystkimi trudnościami, mimo odejścia męża

Żyliśmy z mężem wspaniale, dopóki nie zostaliśmy rodzicami. Razem planowaliśmy przyszłość i kochaliśmy się nawzajem. On zarabiał niemal tyle, co ja. Jednak bardzo dumny był ze swoich osiągnięć zawodowych i uważał się za głównego dostawcę.

Mąż bardzo pragnął zostać ojcem. Inicjatywa wyszła od niego, ponieważ ja jeszcze chciałam się wstrzymać. Jednak zdecydowałam się na ten krok dla dobra męża. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Doszło do tego, że popadliśmy w biedę. Mąż w ogóle nie dawał mi pieniędzy i niczego nie kupował. Musiałam dorabiać sobie w nocy, żeby choć trochę poprawić naszą sytuację finansową.

Kiedy postanowiłam porozmawiać z mężem na ten temat, powiedział, że ma dość harowania samotnie. Otóż, nie ma obowiązku utrzymywania mnie i mojego dziecka. Mojego! Oznajmił, że chce odejść na pewien czas, żeby zobaczyć, czy poradzimy sobie bez niego. Bo co, gdyby z nim stało się coś nieprzyjemnego, co wtedy zrobimy?

Podczas rozmowy mąż oznajmił, że od dwóch miesięcy nie płacił za rachunki. Uważał, że to moje problemy, przecież on cały dzień pracuje, a ja jestem w domu. Rozumiecie, to my, ja i mój syn, korzystamy z wszelkich dobrodziejstw cywilizacji i kręcimy licznik. Czy sobie wyobrażacie? Jak można w ogóle dojść do takich absurdalnych pomysłów?

Po tym on odszedł. Postanowiłam, że nie jesteśmy już dla siebie stworzeni, i złożyłam pozew rozwodowy. Mąż był w szoku, przecież zdecydowanie nie spodziewał się takiego obrotu spraw.

— A czemu tak? Przecież nic się nie stało! — powiedział mąż.

Ale dla mnie coś się stało. Zrozumiałam, że moje dziecko potrzebuje tylko mnie. Nie chciałam już czuć się zależna i słuchać ciągłych zarzutów pod moim adresem. Tym bardziej, że nawet będąc na urlopie macierzyńskim, mogłam sama zadbać o siebie i syna.

Teraz mąż może pracować tylko dla własnego dobra. Dostał to, czego chciał. Niech gnije nad swoimi pieniędzmi i już nam nie przeszkadza. Nawiasem mówiąc, nie utrzymuje kontaktu ze swoim synem – ogranicza się tylko do śmiesznych alimentów, których nawet na pieluchy nie wystarcza.

Chciał zobaczyć, czy sobie poradzimy bez niego? Poradziliśmy!