Mój syn ożenił się z kobietą, która jest o 10 lat starsza od niego. Nie poszłam na ich ślub, obecnie mieszkają osobno, więc prawie się nie kontaktujemy

Mój syn Andrzej ma 27 lat, a jego żona Anna 37. Martwię się, co będzie potem, bo w wieku 40 lat mój syn będzie jeszcze młody i przystojny, a jego żona będzie miała już 50 lat. Kiedy zaprosili mnie na ślub, od razu im powiedziałam, że nie przyjdę i nie uznam Anny jako synowej.

– No, co cię to obchodzi? Niech twoja synowa myśli o tym, zostawi ją po 10 latach twój syn, znajdzie sobie młodszą – pociesza mnie moja najbliższa przyjaciółka.

Mam 50 lat, więc między mną a wybranką mojego syna jest tylko 13 lat różnicy. Andrzej jest moim jedynym synem. Jego ojciec odszedł od nas dawno temu, kiedy chłopiec miał zaledwie 5 lat. Od tego czasu Andrzej był jedyną pociechą dla mnie, mojej babci i mojej siostry, która nie ma dzieci.

Andrzej ukończył prestiżową uczelnię, pracuje w renomowanej firmie, ma własne mieszkanie i niedawno kupił nowy samochód. A teraz wszystko to dostanie się tej kobiecie.

Dla sprawiedliwości muszę przyznać, że Anna wygląda na co najwyżej 30 lat i ma własne mieszkanie, więc nie jest tak źle. Ale jest rozwiedziona i ma ośmioletnią córkę z poprzedniego małżeństwa.

Osiedlili się u Andrzeja, jej mieszkanie wynajęli. Nie mogę przyjechać do syna w odwiedziny, bo tam jest ona. Nie mogę im po prostu wybaczyć, że pobrali się bez mojego błogosławieństwa.

Moja przyjaciółka uważa, że nic się nie zmieniło i że powinnam ich zostawić w spokoju. Mówi, że to jego życie osobiste i że teraz wielu ludzi tak żyje, a różnica wieku już nikogo nie dziwi.

A po trzech miesiącach od ślubu syn sam do mnie zadzwonił i przekazał mi radosną wiadomość – spodziewają się dziecka. I się ucieszyłam, i zmartwiłam. Z jednej strony radość – będzie wnuk, a z drugiej – Andrzej jest odpowiedzialny, więc teraz na pewno nie zostawi tej Anny.

Moja siostra też mnie zaskoczyła – stanęła po ich stronie. Też mi radzi, żebym ich zostawiła w spokoju i cieszyła się, że syn ma się dobrze. Ale co mi by nie mówili, ja dla siebie postanowiłam – syna przyjmę, wnuka czy wnuczkę też, bo co innego zrobić. A jej nie przyjmę.

– Pewnie Andrzej nie będzie ci przywoził wnuka na oglądanie, jeśli nie przyjmiesz jego żony. Ile oni będą razem – to ich sprawa. A ty się nie wtrącaj w ich życie rodzinne, bo ci będzie tylko gorzej. – mówi mi siostra

I tak oto jest. Nie wiem, co robić, bo przeskoczyć przez siebie w tej sytuacji jest dla mnie bardzo trudne.