Moja mama zachorowała, i mimo że mąż i dzieci byli przeciwni, zabrałam ją do siebie, bo nie mieliśmy pieniędzy na opiekunkę. Zawsze uważałam, że jest dla mnie dobra i miła osoba

Wielu ludzi mówi, że starszym osobom jest bardzo trudno, ponieważ dzieci starają się żyć własnym życiem i nie zawsze chcą pomagać.

Zgadzam się, oczywiście, z tym, że jest wielu takich przypadków, ale ja znalazłam się w, można powiedzieć, przeciwnym przypadku, i nie wiem, czy ktoś mnie zrozumie.

Chodzi o to, że około 7 lat temu mąż i ja wzięliśmy mieszkanie na kredyt, bo mieliśmy jakieś oszczędności.

Nasze zarobki wtedy były wyższe, więc myśleliśmy, że szybko poradzimy sobie z kredytem, ale tak się nie stało.

Z czasem sytuacja stała się trudniejsza, i musieliśmy oszczędzać, aby terminowo spłacać kredyt.

Mamy już dwójkę dzieci, więc dużo pieniędzy idzie na ich utrzymanie.

A potem moja mama zachorowała, mieszka za naszym miastem w prywatnym domu.

Dojazd do niej, jak się wydawało, nie jest tak daleki, ale 70 kilometrów tam i z powrotem kilka razy w tygodniu teraz to dla nas za dużo, a także kosztowne paliwo.

Postanowiłam, że na pewien czas zabiorę mamę do siebie, będę ją pielęgnować w domu, dopóki nie poczuje się lepiej, co ułatwi życie wszystkim.

Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia, że mama zupełnie nie ułatwi mi życia.

Przyznam się szczerze, że mój mąż z córkami nie chcieli, żebym zabrała mamę, mówili, że będziemy jeździć do niej, ale policzyłam, że to nieopłacalne, i będę się martwić, gdy będzie tak daleko.

Nie mamy pieniędzy na opiekunkę, więc postanowiłam zabrać mamę, żeby nie wydawać dodatkowych pieniędzy i nie martwić się o nią, gdy jest tak daleko.

Na początku wszystko było dobrze, ale potem mama zaczęła czuć się nie jak gość, ale jak w domu.

Wchodzi na kuchnię, gdy mamy gości, siada i siedzi nad głową, i może siedzieć cały czas, słuchając, co ludzie mówią, i sama godzinę coś mówić, chociaż nikogo to nie interesuje.

Mama bierze absolutnie wszystko, co jej potrzebne, nosi moje szlafroki. Nawet bieliznę z szafy bierze, jeśli jej się spodoba.

Nawet w łazience bierze moje i dziecięce ręczniki, choć proszę ją, żeby tego nie robiła, i daję jej swoje, ale ona jakby mnie nie słyszała.

W sumie mama nie ogranicza się w niczym, żyje na swoje upodobanie, ale zupełnie nie szanuje nas.

Mężowi już to się nie podoba, i doskonale go rozumiem.

Wtedy powiedziałam mamie, żeby dała nam trochę pieniędzy, bo sami ledwie wystarczamy na życie, a jeszcze mamy kredyt, bo mama nie wypłacała żadnych pieniędzy z karty emerytalnej, dopóki mieszkała u nas, nawet jedzenia nigdy nie kupiła.

Ale obraziła się na mnie bardzo, mówiąc, że ona mnie wychowywała przez tyle lat i nigdy nic ode mnie nie prosiła.

Mama teraz nawet nie chce ze mną rozmawiać, co bym nie zrobiła, zawsze coś jest nie tak.

Teraz już nie wiem, co robić, chce, żebyśmy ją utrzymywali za nasze pieniądze.

Ale czy to jest właściwe?