Nie chcę odwiedzać mojej mamy, i jest ku temu powód

Nie mamy już z nią nic wspólnego. Narzeka, że się od siebie oddaliliśmy, ale ja nie chcę do niej jeździć. I moje dzieci też nie. Sprawa jest taka, że mama postąpiła bardzo podle.

Mam starszą siostrę, która mieszka w innym mieście. Widuje się z mamą bardzo rzadko, bo szkoda jej czasu na podróż. Ale dla matki Ani zawsze była ukochaną i dumą. Wszystkie moje osiągnięcia były traktowane jako coś zwyczajnego, a nawet najmniejszy sukces siostry przedstawiano jako coś nieziemskiego. Dawno temu przestałam zwracać uwagę na to rozdźwięcienie – po prostu zaakceptowałam wybór mamy.

Teraz mam własną rodzinę, więc nie mam czasu na urazy. Mama ma prawo kochać kogo chce, i ja przyjęłam jej stanowisko. Ale mimo to, przyjeżdżałam do niej, pomagałam finansowo i od czasu do czasu dzwoniłam.

Jednak tym razem mama przekroczyła wszelkie granice dopuszczalnego. Oszukała nie tylko mnie, ale też moje dzieci.

W maju mama pojechała na działkę, bo zaczynał się sezon. Zaprosiła nas do siebie na Wielkanoc. Ponieważ mąż pracował, pojechałam z dziećmi sama. Synowie byli szczęśliwi, że wreszcie zobaczą babcię i będą mogli bawić się na świeżym powietrzu.

Wszystko było uzgodnione z mamą na dwa tygodnie przed. Kilka dni przed wyjazdem zadzwoniłam do niej, aby upewnić się, czy wszystko jest w porządku, bo planowałam zakupy na piknik. Powiedziała, że na nas czeka, więc zaczęliśmy pakować się do podróży. Jednak kiedy byliśmy już w drodze, krewna zadzwoniła i powiedziała, żebyśmy wracali do domu. Otóż Ania z dziećmi przyjechała, więc nie będzie miejsca dla wszystkich.

Musiałam uczciwie wyjaśnić dzieciom, dlaczego nasz wypoczynek jest odkładany. No, po co im kłamać? Zwłaszcza że są wystarczająco dorosłe, aby ocenić sytuację adekwatnie. Oczywiście byli rozczarowani i obrażeni na moją mamę. Ja również kierowałam swoimi uczuciami, ale starałam się zachować spokój.

Aby synowie nie byli zbyt zmartwieni, zdecydowaliśmy się zorganizować piknik przed domem. Zadzwoniłam do przyjaciółek i zaprosiłam je również, bo chciałam jakoś poprawić nastrój dzieciom.

Po miesiącu mama zadzwoniła i zaczęła znowu nas zapraszać do siebie. Do tej pory w ogóle o nas nie pamiętała i nawet nie myślała o przeprosinach za to, że nas olewała. Ja jej jasno dałam do zrozumienia, że już nie będziemy przyjeżdżać. Ani ja, ani dzieci nie mamy na to ochoty.

— Mogłaś przynajmniej przeprosić! Przed wnukami! — powiedziałam mamie.

— A za co, ciekawe? Czy mam wypędzić Anię? — szczerze zdziwiona była mama.

Nie zdecydowałam się kontynuować tej bezsensownej rozmowy. Po prostu postawiłam fakty przed mamą. Obecnie w ogóle nie mam ochoty utrzymywać z nią kontaktu. A co będzie dalej — nie wiem. Ale nie zamierzam znosić jej lekceważącego stosunku.