Nie sądziłam, że będę świętować swoje 60. urodziny samotnie, mając syna, synową i dwójkę wnucząt. Viktor nie przyjechał, tylko wieczorem zadzwonił i mnie pozdrowił przez telefon. I jestem pewna, że to synowa tak chciała

Gdy wychowywałam mojego syna, wkładałam w niego całe serce, nie przypuszczałam, że moje 60. urodziny spędzę sama, mając syna, synową i dwójkę wnucząt.

Viktor nie przyjechał, tylko wieczorem zadzwonił i mnie pozdrowił. I jestem pewna, że to z powodu synowej.

Jestem wdową od dłuższego czasu, męża nie ma już od 10 lat. Wtedy właśnie mój jedyny syn Wiktor się ożenił, ale niestety mój mąż nie zdążył zobaczyć swoich wnuków.

Żyliśmy w trzypokojowym mieszkaniu, a także zdążyliśmy pomyśleć o synu – kupiliśmy dla niego jednopokojowe mieszkanie.

Tak więc od razu po ślubie syn z żoną zaczęli mieszkać osobno.

Nie wtrącałam się w ich życie i nigdy nie przychodziłam do nich bez uprzedzenia.

Starałam się zaprzyjaźnić z synową, zwłaszcza gdy urodziło się pierwsze wnuczka, oferowałam jej pomoc, ale Maria niechętnie ją przyjmowała.

Pomagała jej jej mama, i zrozumiałem to, bo z własną matką zawsze jest łatwiej.

Ale zauważyłam, że stosunek synowej do mnie gwałtownie się pogorszył, i nie mogłam zrozumieć dlaczego.

Potem Maria nabrała odwagi i wyraziła mi swoje żądania. Okazało się, że chce, abym oddała im moje trzypokojowe mieszkanie, a sama poszła do ich jednopokojowego.

Propozycją synowej byłem trochę zszokowany, bo i tak im mieszkanie, nawet jednopokojowe, kupiłem. A jej rodzice przez 10 lat nie dali jej nic.

Nie zgodziłem się, bo z tym mieszkaniem związane jest zbyt wiele wspomnień.

Od tamtej pory synowa się obraziła i nie rozmawia ze mną, nawet nie pozdrowiła mnie z okazji urodzin.

I syna nie wpuściła do mnie. No jak to? Przecież nie każdego dnia mam 60 lat!

Syn zadzwonił dopiero wieczorem i po prostu mnie pozdrowił. A ja przygotowałam się i czekałam na nich w gości. Jednak nikt nie przyszedł.

Całą noc płakałam, tak mi było smutno! Naprawdę zasłużyłam na coś takiego?