Ona równie obojętnie odpowiedziała “nie”, nie zamierza poświęcać połowy swojego życia na pieluchy

Wyszłam za mąż z wielkiej miłości. Jana pokochałam od pierwszego wejrzenia, byłam w siódmym niebie, gdy zrobił mi oświadczyny. Zaraz po ślubie zdecydowaliśmy z nim, że przez pewien czas będziemy żyć dla siebie, tak jak to robią nowocześni ludzie, a potem będziemy myśleć o dzieciach. Po kilku latach urodziła się nasza córka Oliwia.

Macierzyństwo tak mnie pochłonęło, że zaczęłam marzyć o drugim dziecku. Mąż pomagał mi we wszelki sposób z dzieckiem, widać było, że kocha córkę, sprawiała mu radość. Z finansami nie mieliśmy problemów, więc nie widziałam przeszkód, aby nie urodzić jeszcze raz.

Pewnego wieczoru postanowiłam porozmawiać z mężem na ten temat. Jego reakcja mnie lekko zaskoczyła, ale nie zaniepokoiła. Jan nie powiedział “nie”, po prostu obojętnie odpowiedział mi, że nie zamierza połowy swojego życia pracować na pieluchy. Po tym po prostu poszedł do pracy. Po kilku miesiącach dowiedziałam się, że znowu jestem w ciąży, chociaż nie odważyłam się porozmawiać z mężem po tamtej rozmowie.

Moja ciąża przebiegała łatwo, zanurzyłam się w obowiązkach domowych. Nie zauważyłam od razu, że mąż zaczyna wracać później niż zwykle z pracy, jego koszule pachniały cudzymi kobiecymi perfumami. W stosunku do mnie stał się jakoś zauważalnie chłodny, ale nie przywiązywałam do tego wagi. Aż do momentu, gdy wszedł pod prysznic, a na jego telefon przyszła wiadomość od kochanki. Wyświetliła się na cały ekran, nie mogłam nie przeczytać. Pisała, że go czeka, tęskai, kocha i chce być tylko z nim.

Nie powstrzymałam się. Jak tylko Jan wyszedł z prysznica, zeszłam na niego z oskarżeniami. Jego pierwszą reakcją było zaprzeczenie, a potem nie wytrzymał, uderzył mnie, zebrał swoje rzeczy i wyszedł z domu. Tak pierwszy raz podniósł na mnie rękę, w wyniku czego miałam złamaną rękę i siniaki na twarzy. Po otrzymaniu pomocy medycznej w szpitalu pojechałam na policję, aby złożyć przeciwko niemu zawiadomienie.

Następnego ranka Jana nie było w domu, przeprosił mnie na kolankach, uumiałał zabrać z powrotem zawiadomienie, bo może stracić prestiżową pracę. Klął się w mimoletnie zauroczenie, przysięgał mi miłość i dla dzieci. Wtedy mu wybaczyłam. Zaczęliśmy znów żyć jak rodzina, mąż poświęcał dużo czasu Olesie, pomagał mi. Jednakże krótko trwała ta szczęśliwa melodia w naszym domu, pojawiła się inna rozbierająca się kobieta. Nie zamierzałam już tego dłużej znosić i wybaczać, napisałam podanie o rozwód. W jednej chwili ukochany mężczyzna stał się dla mnie obcy i zimny.

Od dnia rozwodu minęło pięć lat. Teraz spotkałam innego mężczyznę, który mnie kocha, zrobił mi oświadczyny i nieograniczoną miłością otacza moje córki. Z nim spodziewamy się kolejnego dziecka, marzymy o synku, ale ucieszymy się także z trzeciej córeczki. U byłego męża życie rodzinne się nie układało. Stracono to, co się miało, dla przelotnego zauroczenia.