Pewnego dnia wróciłam do domu z pracy, a tam siedziała była żona mojego męża, rozmawiali coś z Adamem w kuchni. Przeszłam obok nich, ona nawet się nie przywitała. Siedziałam w swoim pokoju i wyszłam dopiero wtedy, kiedy ona poszła do domu

Obecnie z nami i moim mężem Adamem mieszka jego 9-letnia córka z poprzedniego małżeństwa. A dokładniej, połowę czasu mieszka z nami, a połowę ze swoją biologiczną matką w jej mieszkaniu. Adam bardzo ją kocha, kupuje jej ładne rzeczy, zabiera ją do kina, na różne zajęcia i ciekawe imprezy.

W tym zakresie w pełni go wspieram, nawet się cieszę, że mam takiego dobrego męża, jest bardzo dobrym ojcem, jak się okazało, takiego męża i nie spotkasz w naszych czasach. A jego córka to bardzo dobra dziewczynka, taka spokojna i dobra, bardzo podobna do swojego taty.

Ja do tego jeszcze też czekam dziecka teraz, widzę, że mąż będzie dobrym ojcem dla naszego przyszłego malucha i cieszę się z tego.

Wszystko byłoby bardzo dobrze u nas, ale już kilka razy zdarzało się coś takiego, co mi, szczerze mówiąc, teraz zupełnie się nie podoba: przychodziłam z pracy do domu i spotykałam w naszym mieszkaniu matkę jego córki, byłą żonę mojego męża. Kiedy to było pierwszy raz, ta kobieta mnie po prostu całkowicie zignorowała. Nie przywitała się, ani nie pożegnała.

Drugi raz, kiedy zobaczyłam byłą żonę mojego męża w naszym mieszkaniu, cicho się przywitała i spokojnie kontynuowała siedzieć z córką na naszej kuchni, jak gdyby nic się nie stało. Poszła od nas gdzieś dopiero po godzinie. I to przy tym, że mieszkanie u nas jest jednopokojowe, ja nawet nie mogłam zacząć gotować obiadu przez nią. Niezręcznie było po prostu mi zupełnie, że ona tam siedzi jak u siebie w domu, a ja czuję się zbędna w swoim własnym domu.

Ja z nią w ogóle nigdy się nie komunikowałam. Kiedy nadchodzi jej kolej na odebranie dziecka, mój mąż zawsze jest w domu. Ona po prostu przychodzi i zabiera córkę, a ja w pokoju siedzę i nawet nie wychodzę do nich. Nieprzyjemna to kobieta jakaś, i rozstali się oni z Adamem bardzo niełatwo.

Spróbowałam porozmawiać z moim mężem na ten temat, wyjaśniłam, że to jakoś nie jest poprawne w ogóle. Adam wysłuchał mnie, pożałował, oczywiście, powiedział, że w tym wszystkim, oczywiście, dobrego mało, ale nikomu nic zakazywać nie będzie się zbierał. Córka ma prawo się z matką kontaktować, kiedy jej się zachce, i będzie lepiej dla jego dziecka.

Ale ja przecież nie jestem przeciw temu, żeby się z własną matką kontaktowała. Ale dlaczego to koniecznie trzeba robić w naszym domu? Ona i tak z nią połowę czasu spędza. Jeśli mało, to niech idą gdzieś razem na spacer lub niech ona dziecko ze szkoły zabiera i zabiera je gdzieś odpocząć, mogą sobie spokojnie się spotykać w mieszkaniu jej matki, ale nie w moim domu.

Z tą kobietą wcale nie chcę rozmawiać. Z nią nawet mąż nie chce rozmawiać ostatnio, tylko parę słów jej powie i wszystko. Mówić coś 9-letniej dziecku też nie jest dobrze, bo ona jeszcze mała, ona na pewno nie ma na to wpływu. My z nią dopiero niedawno nawiązałyśmy relacje, trochę się zaprzyjaźniłyśmy. Jak ona do mnie będzie się odnosić, jeśli jej powiem, żeby kazała rodziej mamie przestać przychodzić do domu do nas? Będę w jej oczach prawdziwą macochą, a ja tak chcę z nią zachować ciepłe relacje międzyludzkie.