Po śmierci mamy zabraliśmy tatę do siebie. Tata przywykł całe życie, że mama robiła tak, jak on powiedział. Ale ja jestem u siebie w domu i mam swoje porządki i zasady

Nasza mama zmarła pół roku temu, tata został sam, i postanowiliśmy go zabrać do nas, bo trudno mu było radzić sobie z gospodarstwem domowym bez mamy. Chcieliśmy jak najlepiej, ale nie sądziłam, że pojawią się takie problemy na poziomie domowym.

Tata przyzwyczaił się przez całe życie, że mama robiła tak, jak on powie. Ale ja u siebie w domu i mam swoje porządki i zasady, więc nie zamierzamy się uginać przed tatą i chodzić na paluszkach. A on się obraża – nie szanują go, nie zwracają uwagi na jego zdanie.

Dwa lata temu tata też ciężko zachorował, mama ledwo go postawiła na nogi. Teraz już prawie wszystko się unormowało, ale chodzi ciężko, a prawą ręką nie może prawie nic zrobić, jest niesprawna.

Dopóki mama była żywa, ona się nim zajmowała, gotowała, sprzątała. Ale kiedy jej nie było, zrozumieliśmy, że tata nie poradzi sobie sam. Postanowiliśmy go zabrać do nas, bo dojeżdżanie codziennie z przedmieścia do mieszkania było bardzo trudne i długotrwałe.

Tata się opierał, ale po jego żądaniach, żeby mu dać spokój, przeżył tydzień sam i się opamiętał. Zamknęliśmy jego mieszkanie, zebraliśmy rzeczy i przewieźliśmy do naszego z mężem domu. Na szczęście miejsca tam wszystkim wystarczy.

Całe życie tata uważał się w rodzinie za głównego, rządził mamą, wprowadzał jakieś zasady, pompował się. Ja wiedziałam, że mama po prostu pozwala mu tak się zachowywać. Kochała go, jego taka tacieńska postawa nie męczyła jej, ona do tego podchodziła spokojnie i nawet z humorem. Tym bardziej, że mama zawsze wiedziała, jak go przekonać do podjęcia potrzebnej jej decyzji. Chyba to jest harmonia w relacjach.

Złe było to, że przeprowadziwszy się do nas, tata nadal uważał się w rodzinie za głównego. Po kilku dniach zadomowienia się zaczął narzucać swoje porządki.

Ja i mój mąż oboje pracujemy zdalnie, często pracujemy w nocy, ponieważ prędkość internetu jest wyższa, a nic nie rozprasza. Oczywiście, jeśli pracujesz do czwartej rano, to śpisz potem do jedenastej, jeśli nie ma żadnych pilnych spraw. Ja i mój mąż przyzwyczailiśmy się do takiego harmonogramu, mieszkamy już nie pierwszy rok. Wszystko nam się udaje, wszystko nas zadowala.

Ale tata postanowił, że tylko leniwa osoba może tyle spać. Jak sam nam powiedział, przez cały tydzień cierpliwie obserwował, a potem postanowił prowadzić nas na właściwą drogę. Zaczął nas budzić o ósmej rano.

Nam czterech, a nawet trzech godzin snu zdecydowanie za mało. Już i tak tłumaczyłam ojcu, że pracujemy w nocy, dlatego teraz chcemy się wyspać.

– Przyzwyczaję was do normalnego trybu! To dla waszego dobra!

Przez dwa tygodnie nasze poranki zaczynały się o ósmej rano od tego, że tata wchodził do naszego pokoju, włączał światło i wymagał, abyśmy wstali. Podczas gdy mąż chował się pod poduszką, ja delikatnie wypraszałam ojca z pokoju, kłóciliśmy się przez dwadzieścia minut, on się obrażał, a ja wracałam do spania.

Potem ojciec obraził się ostatecznie i przestał nas budzić, zamiast tego zajął się naszym reżimem żywienia i jadłospisem. Ja i mąż nie lubimy zup, dlatego to nie jest najczęstsza potrawa w naszej lodówce.

Tata natomiast przyzwyczaił się jeść zupę codziennie. Nie ma problemu, ugotuję, niech mu będzie smacznie. Ale tatiemu nie wystarczy samo jeść zupę. On chce, aby cała rodzina ją jadła. Przy czym o jednej porze, czyli o wpół do pierwszej. Wtedy on ma właśnie obiad, a my jeszcze w tym czasie nie zawsze mamy śniadanie.

Tata również próbował kontrolować, ile światła zużywamy, ile wody wylewamy. A ja i mąż nie rozumieliśmy – jaka mu różnica, za wszystko to płacimy z naszych pieniędzy. Nie mamy ochoty wyłączać wody w prysznicu, gdy się namydlimy, i szczotkować zębów w ciemności też nie ma żadnej ochoty.

Tata wyraża swoją autorytarną opinię w każdej sprawie, a potem obraża się, że się jej nie słucha. Może przez tydzień, a nawet dwa chodzić z dumną postawą, milczący jak pomnik samego siebie. Raz nawet zorganizował głodówkę na trzy dni, już nie pamiętam, czym go uraziliśmy.

Mąż już zaczął jeździć do miasta na cały dzień, aby nie spotykać się z teściem. Ja też z przyjemnością tak zrobiłabym, ale to nieładnie. I tata jeszcze bardziej się obrazi, chociaż i tak jest wiecznie obrażony, że w tej rodzinie się z nim nie liczą.