Spotykałam się z przyjaciółkami i dowiedziałam się, że żadna z nich nie chce zapraszać gości na Sylwestra. Zgodziłam się z ich powodami

Jesteśmy z “dziewczynami” przyjaciółkami od dawna i mamy dość bliskie relacje. Nasze spotkania są zawsze radosne, choć rzadkie. Lubiłyśmy chodzić na spacery razem i pić kawę w kawiarni.

Na dzień przed Nowym Rokiem umówiłyśmy się na kolejne spotkanie, aby porozmawiać o wielu sprawach, które się nagromadziły.

Obejrzałyśmy wszystkie tematy, omówiłyśmy każdy szczegół, aż doszłyśmy do rozmowy o planach na nadchodzące święta.

I wtedy każda moja przyjaciółka dziwnie powtórzyła – żadna z nich nie rozważała nawet myśli o przyjmowaniu gości do swojego domu na Sylwestra. Tylko członkowie rodziny, i koniec.

A dwie z moich przyjaciółek mają rodziny, a trzecia mieszka zupełnie sama, ale nawet ona nie chciała zakłócać swojej samotności towarzystwem w Sylwestra.

Zresztą, miały swoje powody, uzasadnione, a nie jedno dla wszystkich.

Ale pierwszym argumentem przeciwko gościom była kosztowność takiego przedsięwzięcia. Przecież nakrycie stołu to będzie wydatek.

A delikatesów i różnorodności jedzenia w naszym wieku nie chce się tak bardzo. No i dla jednej noworocznej nocy pozostawić połowę miesięcznego zarobku, a potem do końca miesiąca żyć oszczędnie – no, to już perspektywa. Dochody moich dziewcząt są dość skromne, nie mają na co szaleć.

Następnym zarzutem było to, że nawet jeśli zaprasza się gości, to oni przychodzą na wszystko gotowe – stół jest nakryty, dom ozdobiony, a zapytać wcześniej, czy mogą pomóc, nie starają się. Przecież można coś przynieść ze sobą albo danie gotowe. Niestety, nie proponują. Ale za plecami krytykować podane przekąski to już święta rzecz. Szkoda!

A potem męczyć się z całym przygotowaniem, tracić na to siły w wieku, który już zbliża się do emerytury, jest trudno. Żeby przygotować kilka dań, urozmaicić je przekąskami i różnymi napojami, będą potrzebne wiele godzin osobistego czasu.

I kiedy wszystko w końcu będzie gotowe, trzeba będzie zamiast odpoczynku przyjmować gości, bawić ich, siedzieć z nimi przy stole do samego rana, żegnać się lub rozkładać na nocleg, a sama posprzątać po święcie.

Zagrano, nikomu tego nie trzeba, i argumenty były różne. Zresztą, sama od roku nic nie gotuję, chodzę do restauracji i nie znam troski. Wszystko jest już dla mnie zrobione, stół nakryty, impreza zorganizowana. A potem nie trzeba sprzątać – to dopiero jest święto. Finansowo, oczywiście, nie jest to już tanie, ale najważniejsze, że oszczędzam swoje siły.

I jeszcze w naszym poważnym wieku nie chce się niepokoju. Nastaje taki moment, kiedy goście przestają sprawiać radość, i chce się, żeby szybko wyszli, a oni wciąż siedzą.

Jesteśmy już dość poważnymi paniątami, zwykło nam się kłaść się na odpoczynek wcześnie, wstajemy też wczenie.