Teściowa przychodzi do nas, żeby pobawić się z wnuczką, ale w tym czasie sprawdza szafy i łóżka, zagląda do garnków i lodówki, ogląda paragony i rachunki

Jeśli młodej rodzinie powinszujesz, to w wychowaniu dzieci biorą udział nie tylko rodzice, ale i babcie z dziadkami. U Anny relacje ze teściową nie układają się w żaden sposób.

– Nie zrozumiem! – wzdycha trzydziestoletnia Anna. – Naprawdę noworodkowi potrzebna jest babcia tak bardzo, że mam przekroczyć samego siebie i rozmawiać ze swoją teściową?

Teściowa Anny, Teresa – to osoba nieprosta. Z każdej kwestii ma swoją opinię, i oczywiście tylko ona jest poprawna. Mieszka teściowa osobno, ale regularnie przychodzi w gości: rok temu u Anny z mężem urodziła się córka.

Innych dzieci i wnuków Teresa nie ma, a i szczególnych zajęć też nie. Dawno wyszła na emeryturę. Teresa nikogo szczególnie nie komunikuje się, nigdzie nie chodzi, w domu spędza czas przed telewizorem oglądając show i seriale. A ostatnio znalazła hobby – wnuczkę, pod pretekstem komunikacji z którą regularnie przychodzi do Anny i sunie swój nos wszędzie, gdzie tylko możliwe.

Trzeba powiedzieć, że dziecko w babci po prostu duszy nie czuje: czeka, cieszy się jej przybyciem i nie zjeżdża z rąk. To tym bardziej dziwne, że Anna do teściowej ciepłych uczuć nie ma, wizyt jej nie cieszy i powstrzymuje się z ostatnich sił, żeby nie urządzić skandalu i nie wystawić natarczywej gości za próg.

W domu synowej teściowa krytykuje wszystko po kolei.

– Oto w ostatniej jej wizycie, Teresa weszła do pralki i wyciągnęła z niej moją bieliznę! Stoi, sortuje, jak gdyby nic się nie stało, rozkłada moje rzeczy na brzegu wanny, tak nieprzyjemnie… nie można, mawiając, dorosłe prać z dziecięcym!

Teresa swobodnie łazi po szafach i łóżkach, zagląda do garnków i do lodówki, ogląda paragony i rachunki – „a co tu takiego?” i w ogóle, czuje się jak w domu.

– Ty sama winna! – mówią Annie niektórzy znajomi. – Nie trzeba było dopuszczać teściowej do swojego domu od samego początku!

„Nie dopuścić” Anna nie mogła, chociaż jeszcze przed urodzeniem dziecka uważała, że żadne pomocnicy jej nie są potrzebni. Jednak, kiedy dziecko urodziło się, wszystko poszło zupełnie nie tak, jak chciało się, i za dziesięć dni po urodzeniu dziecka, młoda matka trafiła do szpitala.

Teresa wtedy przeprowadziła się do syna, i trzy tygodnie opiekowała się noworodkiem, i poradziła sobie świetnie. Wtedy to była bezcenna pomoc, chociaż robiła teściowa wszystko po swojemu. Usunęła wszystkie nowomodne kremy i środki pielęgnacyjne, korzystała jedynie z dziecięcego mydła.

Czasami Anna się załamie:

– Wszystko, więcej nie mogę! Nogi jej u mnie w chacie więcej nie będzie! Dość już!

– Tak też nie można! – westchnie mąż. – Ona jest mamą. Ona nam dobra życzy. Tak, oto tak, trochę po swojemu, ale już jak umie. I dziecko jej kocha. Trzeba znosić! Dla dziecka! Żeby u wnuczki była babcia.