U kolegi “zawisł” telefon, i z żoną usłyszeliśmy wiele “miłego” o naszej rodzinie.

Mam kolegę, a właściwie, miałem. Znaliśmy się od szkoły, zawsze razem, razem chodziliśmy na spacery, rozmawialiśmy, mieliśmy wspólną paczkę, byliśmy nawet na ślubach nawzajem. Relacje były świetne, choć spotykaliśmy się dość rzadko. Postanowiłem go raz zaprosić na wypoczynek, na kilka dni na działce. Chętnie się zgodził, i zaczęliśmy planować.

Długo rozmawialiśmy przez telefon, a potem chciałem odłożyć słuchawkę, ale telefon się zawiesił, niejasno czyj. Czy mój, czy jego. Tak wyszło, że kolega nie odebrał słuchawki, a ja usłyszałem wszystko, o czym rozmawiał dalej z żoną, a rozmawiali bardzo wiele.

Okazało się, że zarówno mój kolega Piotrek, jak i jego żona, uważali mnie za ostatniego idiota, a moją żonę porównywali do małpy. Irytowało ich to, że mamy czwórkę dzieci, które są hałaśliwe i cały czas snują swoje dowcipy i opowieści. Ponadto chcieli jak najwięcej zaoszczędzić na tej wycieczce, bo jak to ujęli, nie zabieramy ich na działkę, tylko znowu do tej “ruiny”.

Z żoną byliśmy w kompletnym szoku. Ci ludzie byli naszymi przyjaciółmi, a tak o nas mówili. Chciałem zrobić skandal i odwołać wycieczkę, ale żona zaproponowała, żebyśmy ich trochę przekabacili i pojechali z nimi na wypoczynek.

Kiedy przyjechaliśmy, od razu zaczęli bawić się z dziećmi, bo wszyscy czworo byli jeszcze małymi dziećmi. Wtedy moja żona złośliwie zapytała żonę Piotrka:

  • A dlaczego wy swoich jeszcze nie macie? Czy zdrowie sprawia kłopoty?
  • Nie, my dla siebie żyć póki chcemy, życiem cieszyć się, odpoczywać – odpowiedział Piotrek złośliwie.
  • No co wy? W waszym wieku wszyscy idioci z małpami dziećmi mają już od dawna. To na pewno z powodu zdrowia!

Piotrek spojrzał na żonę, a ta tylko skinęła głową gdzieś w dół i zaczęła milczeć, rozpakowując torby. Kupili prawie wszystko najtańsze, wiele “zapomnieli” lub “nie było”, jak się okazało. Pewnie oszczędzali, jak tylko mogli.

  • Och, biedacy. Oszczędzacie. No, rozumiem, teraz wszyscy mają trudno. Powiedzielibyście. My dobrze się zaopatrzyliśmy. Poczęstujemy was szaszłykami! Tylko cóż, pomożecie nam trochę na działce – powiedziałem.

Poszedłem pokazać kolegom, co trzeba zrobić “za szaszłyki”. Gdzieś wykopać, gdzieś przekopać, gdzieś wyrywać, gdzieś śmieci wyrzucać. Piotrek był w kompletnym szoku i patrzył przerażony na żonę, a ta tylko zrzucała ramionami. Było bardzo zabawnie obserwować, jak zrozumieli, co dla nich przygotowaliśmy. Oczywiście, Piotrek od razu zadzwonił do swojego znajomego z pracy, i go pilnie wezwano “po sprawie”. Byli bardzo zawstydzeni, a nam było bardzo śmiesznie. Nie rozmawiamy z nimi od tamtej pory i jestem tylko z tego zadowolony.