W mieście z mężem było nam trudno, ciągle brakowało nam pieniędzy, więc postanowiliśmy przeprowadzić się na wieś. Zamieszkaliśmy niedaleko mojej mamy, licząc na jej wsparcie, bo przecież to rodzina

Teraz mam wspaniałą rodzinę, kochającego męża Mikołaja i dwójkę wspaniałych dzieci. To życie, o którym można marzyć. Wyszłam za mąż z miłości, w wieku 20 lat miałam już swoją rodzinę i opuściłam dom rodzinny.

Moi rodzice nie żyli dobrze, między nimi nigdy nie było zgody i zrozumienia, dlatego zawsze marzyłam o opuszczeniu rodzinnego domu, aby zbudować własną szczęśliwą rodzinę, i w końcu się to udało.

Z moją matką rozmawiam czasem przez telefon, to ja do niej dzwonię, ale tylko w sprawach. Wydaje się, że nigdy nie interesowało jej moje życie, nie była obecna na ważnych momentach, takich jak narodziny dziecka, ślub, czy odebranie dyplomu po ukończeniu studiów. Było mi, oczywiście, przykro, zawsze chciałam, żeby była ze mnie dumna, ale to zdarzało się rzadko, matka zawsze była chłodna wobec mnie.

Żyliśmy z rodziną w mieście, ale później zdecydowaliśmy się przeprowadzić się na wieś, znaleźliśmy tam pracę w zawodzie, a dzieci mogły rosnąć na świeżym powietrzu.

Pojechaliśmy do rodzinnego kraju, do matki, przecież rodzina jest ważna, myślałam, że ona nas zrozumie i pomoże. Mama rozwiodła się z ojcem dawno temu.

Wynajęliśmy obok dom blisko mojej mamy. Zawsze, gdy przychodziliśmy do niej w odwiedziny, natychmiast zaczynała złościć się na wnuki, mówiąc, że rzucają zabawkami, brudzą tapetę. Zaczęła prosić o pieniądze na produkty dla dzieci i inne rzeczy, których mogłyby używać u nas.

Oczywiście, że mojej mamie nie zbyt odpowiadało siedzenie z wnukami, rozumiałam to, bo sama to widziałam, ale matka zgadzała się, gdy było to potrzebne i bardzo ją o to prosiliśmy.

Jednak pamiętam teraz, jak przy stole śmiałam się, mówiąc, że wszyscy jej komplementują, jaką jest młodą babcią.

A pewnego razu mama pojechała do sanatorium odpocząć i tam poznała Piotra. Po miesiącu już przyjechał mieszkać z nią.

Przyszliśmy raz z dziećmi do nich w odwiedziny, potem drugi. Ale potem mama powiedziała mi po cichu, że Piotr nie lubi, kiedy przychodzimy z dziećmi w odwiedziny.

Po tym czasie nie rozmawialiśmy z mamą, przez jakiś czas nawet nie chodziliśmy do niej w odwiedziny, a do siebie jej nie zapraszaliśmy. Jakoś sobie poradzimy. Ale gdy nadejdzie starość, też powiem mojej mamie, żeby nie chodziła do mnie i nie prosiła o pomoc, powiem, że mój mąż też nie chce jej widzieć.