Zmusiła zięcia, by pomagał w domu i opiekował się dziećmi, gdy córka leżała w szpitalu. Teraz córka jest obrażona: “Mamo, dlaczego nas skłóciłaś?”

– Córka w środę wypisana ze szpitala! – opowiada Krystyna Nowak. – Leżała dwa tygodnie, chociaż miała leżeć tylko przez kilka dni. Mówili, zrobimy ci nakłucie i wszystko, następnego dnia wrócisz do domu. Okazało się jednak, że to nie było takie proste, w rezultacie przeszła dość poważną operację… No, dobrze, że to już za nami!

W środę rano dzwonię do niej, mówię, kiedy masz wypis, mam nadzieję, że Damian cię odbierze samochodem? A ona się namyśla i mówi – po co mnie odbierać, sama się dostanę, przecież on pracuje! W najgorszym wypadku wezmę taksówkę…

Córka Krystyny Nowak, Alicja, trochę ponad trzydzieści lat, ma męża i dwoje dzieci, chłopców w wieku dwóch i czterech lat. Ania nie pracuje, zajmuje się dziećmi. Z pierwszym poszła na urlop macierzyński, ale firma, w której pracowała, przestała istnieć jeszcze przed narodzinami drugiego syna, więc jeśli coś, to Alicja nie ma gdzie wracać do pracy.

Jednak jej nawet nie przychodzi do głowy myślenie o pracy. Mają tradycyjną rodzinę – mąż przynosi do domu pieniądze, dla nich czworo wystarczające. Alicja zajmuje się domem, a robi to sumiennie. W domu zawsze jest czysto, zawsze gotowane jest ciepłe jedzenie, dzieci są zadbane, wypielęgnowane.

– Uzgodniliśmy, że będę mieszkać u nich i opiekować się dziećmi, dopóki Ania będzie w szpitalu! – opowiada Krystyna Nowak. – No, myśleliśmy – na kilka dni. Ania wszystko dla nas przygotowała, napisała na kartce – co komu podgrzać, kiedy dać…

A potem, gdy się okazało, że szpital na długo, to ona się o siebie nie martwiła, tylko o to, jak my tu będziemy, rozumiesz? Oto nienormalna… Choć, patrząc na jej męża, może i nie dziwne, że się martwiła. Dorosły facet zupełnie nieprzystosowany do życia!

Krystyna Nowak oczywiście wiedziała, że zięć w domu nic nie robi. Ale wiedzieć to jedno, a zobaczyć na własne oczy to trochę inna sprawa. Damian przyzwyczaił się, że mu wszystko dają i podają, sam chleba nie odetnie, łyżki nie weźmie, będzie siedział i czekał, aż teściowa to zrobi. Nie mówiąc już o tym, żeby talerz po sobie umyć.

– W swoim domu nie wie, gdzie co leży! Czego mu brakuje – oj, a nie wiem, to Alicję trzeba pytać… Mówię mu – Damianie, a Alicja w reanimacji! Nakazesz jej zadzwonić tam i zapytać, gdzie jest przechowywana soda w domu, albo gdzie znaleźć dziecięce rękawiczki? Milczy…

Krystyna Nowak cały dzień kręciła się jak wiewiórka z dwójką małych wnucząt, jeszcze gotowała dla wszystkich, oczywiście, i sprzątała w domu. Zięć z kolei liczył na to, że przeżyje to samo, co przy żonie – nic nie robiąc. Przyjdzie z pracy, zje i pójdzie do komputera, nawet nie spojrzy na stertę talerzy, które zostały na stole, ani na swoje jeszcze nieśpiące dzieci.

Ale Krystyna Nowak nie miała zamiaru tego tolerować od pierwszego dnia.

– Zjadł, wstał, odsunął talerz, poszedł włączyć komputer. Przyszłam i wtyczkę wyrwałam z gniazdka. Mówię – wiesz co, Damianie Mikołajewiczu, ja nie jestem twoją Alicją! Służących tu nie ma, twoich brudnych talerzy nie będę myć. No to wstawaj i biegnij do kuchni! Wszystko sprzątaj szybciutko! A w internecie będziesz siedział, gdy zrobisz wszystkie prace domowe, a dzieci do łóżka położysz!

– Hm. Ostro ty. A on?

– No co, najpierw próbował tam coś ugotować – mówi mi, że musi pracę sprawdzić! Mówię, cały dzień w pracy patrzyłeś na swoją pocztę, poczekaj, zobaczy na ciebie! Jutro zobaczysz…

No, wstał i poszedł. Odchrząknął, oczywiście, jak indyk. Ale się ze mną sprzeczać mu nie opłacało. Jego matka nie poszła by coś z dziećmi zrobić, póki Alicja jest w szpitalu… Więc burczał pod nosem, ale robił to, co mu powiedziano! I naczynia mył, i dziećmi zajmował się jako tako!

Wszystkie dwa tygodnie, jak to wynikało, teściowa tylko wychowywała i wymuszała na zięciu. Zawieszał dla niej bieliznę z pralki, mył garnki, nawet łóżko swoje pościelił – jednym słowem, robił to, czego nie robił od czasu, gdy się ożenił. Burczał, zrzędził, nie rozmawiał, ale w gospodarstwie pomagał.

… Gdy nadszedł dzień wypisania Anny, Klaudia Michałówna nawet nie miała wątpliwości, że Dyma pojadą ją powitać. No jak inaczej. Córka po operacji z torbami, paczkami, rzeczami, a Dyma przecież samochodem.

– A córka mi mówi – mamo, tak mu powiedziałam, żeby nie przyjeżdżał, sama bym dojechała! – opowiada Klaudia Michałówna.

– Mówię, Aniu, czy ty już oszalałaś, czy co? Nawet nie myśl. Dzwonię do tego indyka, no swojego zięcia! „A Ania mi powiedziała, że sama dojedzie! Dziś nie mogę jej odebrać w ogóle, pracuję!” No, wtedy to mi już naprawdę zaćmiło się w oczach.

Mówię, Dymochko, a nie przypomnisz mi, moje złote, kim ty pracujesz? Managerem? To bzdura! Manager to nie chirurg, nie dyspozytor lotów i nawet, na wszelki wypadek, nie sprzątaczka. Nikomu twoja praca, mówię, nie jest potrzebna, jeśli ty nie przyjdziesz na nią przez tydzień, nikt tego nie zauważy, i na świecie nic się nie zmieni! A on słuchawki odłożył…

Słuchawki zięć nie podniósł, więc Klaudia Michałówna zadzwoniła do swojego męża – nie ojca Anny, nawet jej nie wychował. Zaczął żyć z córką Klaudii Michałówny, gdy była już po dwudziestce. Przy tym, ani słowem nie mówiąc, chłopak od razu zgodził się zjechać i odebrać Annę ze szpitala. Przywiózł ją do domu z dwiema dużymi torbami rzeczy, jakoś niespodziewanie dużo się nazbierało w szpitalu przez dwa tygodnie – szlafrok, ręcznik, kapcie, naczynia, laptop…

A córka, zamiast podziękować matce, rzuciła się z zarzutami.

– Mamo, mówi, no po co ty się wtrącasz? Ja sama Dymie powiedziałam, żeby nie przyjeżdżał, dojechałabym taksówką. Teraz się obraził, słuchawki nie odbiera. I tylko tego mi teraz brakuje, żeby mi gąbki dmuchał!…

Mówię, Aniu, spójrz na siebie, jakie taksówki w ogóle? Na nogach ledwie stoisz! A przed Dymą swoim tańcem radzić nie zamierzam, i radzę tobie. Już go sobie na szyję posadziłaś! Trzeba z tym skończyć! Gąbki niech dmie do swojej matki!…

… Z taką matką wrogów nie trzeba – córka pokłóciła się z mężem?

A może matka miała rację, postawiła zięcia na swoim miejscu, pomogła córce? Trzeba było nie obrażać się, a podziękować?