Żyłam w małżeństwie 27 lat, byłam wzorową żoną, ale nigdy nie kochałam swojego męża. Teraz dzieci dorosły i nie wiem, co robić

Mam 48 lat i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że przeżyłam zupełnie nie swoje życie. Jeśli spojrzeć na moją sytuację z boku, można pomyśleć, że mam wszystko, co mi potrzeba – jest dobra rodzina, dobry mąż.

Ale rzecz w tym, że żyję z niekochanym. Nie udało mi się zakochać. Wyszłam za mąż, nie myśląc. A dokładniej, na odwrót, wyszłam po prostu tak. Myślałam, że pożyję rok, dwa, a potem znajdę ukochanego i rozwiodę się. Wtedy wydawało mi się, że wszystko dobrze wymyśliłam. Ale tak i nigdy nie spotkałam nikogo, kto by mi się spodobał. Tak przeżyłam w małżeństwie 27 lat.

Mnie kochano, ja to pozwalałam i zachęcałam, ale ja sama nie kochałam. Po prostu udawałam rolę dobrej żony – gotowałam ulubione potrawy swojego męża, prałam, sprzątałam. Mój mąż jest bardzo pozytywną osobą, co jeszcze bardziej go nienawidzę. Ale co zrobić, jeśli są dzieci i dostatek, a o ciebie dbają jak o najcenniejszy skarb. Czy od tego można odmówić?

Obecnie już nie ma odwrotu w ogóle, już świętowaliśmy 27 lat. Mąż jest szczęśliwy, takie toasty podnosił, tak się cieszył, że mnie dostał za żonę. I im lepiej on do mnie się odnosi, tym trudniej mi z nim żyć. Teraz coraz częściej tak się dzieje, że nie chcę dla niego nic zrobić, ani gotować, ani prać, mówię, że mi się nie chce, leżę w łóżku, a on sam wszystko zrobi i mnie jeszcze nakarmi, herbatę do łóżka przyniesie.

Zawsze myślałam, że wystarczy sił wytrzymałości dożyć z nim. A jednak nie wystarczy. Dopóki dzieci były małe, wszystko jakoś było łatwiej, łączyła nas wspólna opieka nad nimi, a odkąd się wyprowadzili, my z mężem nawet nie mamy o czym porozmawiać. Taki mi on jest nieprzyjemny, że sił nie ma. Oto co się dzieje, gdy w rodzinie kocha tylko jedna osoba.