11 lat temu, gdy byłam młoda, popełniłam największy błąd w swoim życiu. Teraz zostawił mnie mąż, poszedł do innej. Dopiero teraz kupiłam zabawkę dla dziecka i pojechałam do mamy na wieś, aby naprawić wszystko

Tak się złożyło w moim życiu, że 11 lat temu popełniłam największy błąd, niestety, za który bardzo teraz żałuję i będę żałować do ostatniego dnia.

Zostawiłam mojego syna. Dokładniej oddałam go pod wychowanie mojej własnej matce. Teraz chcę naprawić z nim relacje wszystkimi siłami, naprawić mój najpoważniejszy błąd, który popełniłam będąc młodą, ale on nie wchodzi ze mną w kontakt, oddala się ode mnie jeszcze bardziej.

Lata minęły, dojrzałam i zrozumiałam, że zrobiłam bardzo źle, chcę naprawić wszystko, robię wszystko, co w mojej mocy.

Nie wiem, jak mam postępować w tej sytuacji, jak naprawić błąd minionych lat, kiedy byłam jeszcze zupełnie młoda.

Rozumiem doskonale, oczywiście, że sama jestem winna we wszystkim, dobrze to rozumiem. Ale byłam bardzo młoda i nierozsądna w tamtych latach.

Dowiedziałam się, że czekam dziecko, gdy byłam jeszcze młoda.

Wtedy od razu poszłam do mojej mamy i wszystko jej opowiedziałam. Poprosiłam o pomoc, bo nie wiedziałam, co robić, wtedy nie miałam ochoty na dziecko.

Moja mama powiedziała, że we wszystkim mi pomoże, żebym się nie martwiła, wesprze mnie, bo jestem jej dzieckiem. Liczyła, że kiedy wezmę dziecko na ręce, stanę się dla niego prawdziwą odpowiedzialną matką. Ale miałam swoje plany na życie, miałam jeszcze wiele marzeń i nadziei na swoją przyszłość.

Zaczęłam studiować na uniwersytecie. Więc, wypisawszy się z dzieckiem do domu, przekazałam dziecko mamie i pojechałam do akademika żyć swoim życiem, marzyłam, że mam przed sobą tylko to, co najlepsze, że założę swoją rodzinę i stanę się szczęśliwą kobietą, aby potem zapewnić dobre przyszłość swojej rodzinie.

Dla mnie życie toczyło się swoim tokiem i szczerze mówiąc, nawet nie wspominałam o synu, miałam wiele problemów i zmartwień, które nikt oprócz mnie nie mógł rozwiązać.

Mama często przysyłała mi zdjęcia mojego syna. Nazwała go Andrzejem. No, nazwała i nazwała, było mi to obojętne.

Lata mijały, później skończyłam studia, ale nie udało mi się od razu znaleźć pracy w zawodzie. I wtedy poszłam pracować jako sekretarka za niewielką pensję. Potem poznałam męża i wyszłam za niego za mąż. Chcieliśmy mieć dzieci, ale niestety się to nie udało. Minęło wiele lat, ale nic się nie zmieniło.

Mąż pewnego dnia po prostu mnie zostawił i poszedł żyć z inną kobietą, która urodziła mu syna, o którym tyle marzył, już po roku.

Kontynuowałam pracę, a z czasem przypomniałam sobie, że mam dziecko – syna Andrzeja, zdałam sobie sprawę, że nie jestem sama na tym świecie. Fala nieopisanego smutku przyszła do mnie. Jakby do mnie doszło oświecenie. Wtedy postanowiłam się z nim spotkać.

Mieszkałam wtedy w innym mieście i bez zaproszenia pojechałam do domu mojej mamy. Andrzej w tym dniu był w szkole. Moja mama była zaskoczona moim przyjazdem, bo rzadko tu przyjeżdżałam, a nagle pojawiłam się bez ostrzeżenia. Przywiozłam dużego samochodu na pilota dla mojego syna.

Kiedy mój chłopiec przyszedł do domu, nie wiedziałam, co powiedzieć. Po prostu powiedziałam, że jestem jego mamą i podarowałam mu samochód. Ale Andrzej odpowiedział, że nie ma mamy i jest już wystarczająco duży dla takich zabawek. A potem po prostu poszedł do swojego pokoju i nawet odmówił zjedzenia obiadu, ani razu z niego nie wyszedł.

Tylko potem zdałam sobie sprawę, jakie błędy popełniłam w swoim czasie, będąc jeszcze bardzo młodą. Bardzo szczerze prosiłam moją mamę o pomoc w naprawieniu relacji z moim synem, moim najdroższym człowiekiem.

Moja mama wysłuchała mnie, a potem tylko kiwnęła głową i powiedziała, że nic z tego nie wyjdzie, że straciłam bardzo wiele lat w życiu mojego syna, bardzo późno pomyślałam o najbliższej osobie.

Moja mama opowiadała mi, że były czasy, kiedy mój syn bardzo chciał rozmawiać ze mną, a teraz jest obrażony na mnie i przyzwyczaił się, że mnie nie ma w jego życiu. Pojechałam do domu bez niczego.

Przez całą drogę do domu płakałam, patrząc przez okno autobusu. Jak mogłam zamienić syna na takie życie bez wartości, bez swojego szczęścia.

Na co? Nie mam niczego. Praca taka sobie, żyję sama. Nie mam nic w tym życiu. Tylko syn Andrzej, którego zostawiłam u babci jako malutkie dziecko i który teraz zupełnie mnie nie akceptuje.

Teraz mojemu chłopcu jest 11 lat, jest już dorosły i mądry jak na swój wiek, szanuje swoją babcię, podziwia i szanuje ją niesamowicie.