Anna powiedziała mężowi, że idzie wyrzucać śmieci. Minęła godzina, a jej w domu jeszcze nie było, mąż zaczął się niepokoić i pobiegł jej szukać

Żona Adama zniknęła. Wyszła wyrzucić śmieci do śmietnika, przepraszam, – i zniknęła. Najważniejsze, że żona była domatorką, cicha, spokojna. I zawsze była obok. I przez trzydzieści lat ani razu nie zdarzyło się, żeby żona zniknęła.

Adam kilka razy zniknął. W młodości raz nocował u przyjaciela po urodzinach. Raz z wędkowania wrócił dzień później, niż obiecał. Wtedy nie było telefonów komórkowych, żona bardzo się martwiła. I jeszcze kilka razy coś takiego się zdarzało. Znikał na noc. Przez trzydzieści lat nie tak często. Ale było.

A tym razem Anna zostawiła telefon w domu. Adam zaczął dzwonić po godzinie mniej więcej, początkowo nawet nie zrozumiał, że żony długo nie ma. Układał laminat w kuchni, był dzień wolny. Żona powiedziała: “Adamie, idę do śmietnika!”. Mąż kiwnął głową.

O, jak się przestraszył, kiedy zrozumiał, że minęła godzina. A telefon gra na kanapie. Najpierw był zdezorientowany. Potem sam siebie przekonywał, że to nonsens. Zaraz wróci. A potem się przestraszył. Wyszedł na balkon, – chociaż balkon nie wychodził na dwór. Nie ma żony.

Wtedy Adam szybko się ubrał. Do głowy wpadały różne rzeczy. Nagle Anna się poślizgnęła, przecież jest gołoledź. Nagle napadli ją chuligani. Dziś to rzadkość, ale nagle? Nagle maniak…

I Adam pobiegł na dwór. A żony nie ma. Dwa razy obiegł podwórze, wszystko sprawdził, nawet zajrzał do kontenera. Tam leży zielony worek na śmieci. Ich. A żony nie ma! Zawsze była. A teraz nie ma.

Adam wrócił do domu. Może Anna wróciła? I teraz wszystko będzie dobrze. Powie: “Zwariowałaś! Gdzie byłaś?”, – pokłóci się, a potem będzie dobrze. Jak dawniej.

Na ulicy zaczęła się zamieć. Szybko się ściemniało, – zimą szybko się ściemnia. I Adam znowu biegał, szukał, prawie płakał, jak w dzieciństwie, kiedy gubisz mamę. Nie mógł oddychać. I nie wiedział, co robić. Nie do policji przecież biec, minęło tylko półtorej godziny. Ale i tak był gotów biec do policji. Gdziekolwiek, byle znaleźć Annę.

I modlił się fragmentami modlitw, które kiedyś słyszał. I przysięgał być najlepszym mężem na świecie. I biegał, wchodził do sklepów, pytał, czy nie widzieli pełnej, pięknej kobiety w szarym puchowym płaszczu? Anna się nazywa. Nie widzieli?

Wyszedł ze sklepu, poszedł ulicą. I widzi – Anna idzie naprzeciw. Uśmiecha się! Ze śniegu i ciemności wyszła jego Anna. Żywa i zdrowa.

– Oj, – mówi, – Adamie, zatrzymałam się w sklepie. A ty gdzie się wybierasz? Kupiłam ci prezent. Chciałam ukryć, to przecież niespodzianka na Nowy Rok. Ale nie mogłam się powstrzymać. Przecież znasz mój charakter. Oto, podoba ci się?

I pokazuje torbę z rękawiczkami, najlepszymi… I pada śnieg. I latarnia zapala się, mąż i żona znajdują się dokładnie w kręgu światła. I Adam chwyta żonę w ramiona. Nawet na rękawiczki nie spojrzał. Był znacznie wyższy, więc żona nie widziała, jak na jego twarzy topnieje śnieg, – twarz była mokra. I mężczyzna kaszlał, by ukryć szlochanie. Przecież był dorosłym wujkiem, a nie małym chłopcem.

I poszli razem do domu, mąż i żona. Za rękę jak dzieci. I Anna opowiadała, jakie to cudowne rękawiczki, najlepsze! A Adam burczał cicho, – jak to, trzeba telefon ze sobą brać, prawie cię zgubiłem.

Prawie zgubił. Ale znalazł. Nie zawsze tak bywa… Nie zawsze. Dlatego trzeba zauważać bliskich. I doceniać ich. I częściej przytulać. I pamiętać, że nie wszyscy wracają z zamieci i ciemności. I całe życie potem szukamy i szukamy, chociaż wiemy, dokąd poszli ci, których kochamy…