Córka mnie nie pyta, po prostu rano przyprowadza mi wnuki. I nie martwi ją, że mam także swoje życie osobiste. Od trzech lat spotykam się z jednym mężczyzną. Andrzej w końcu zrobił mi oświadczyny, prosi mnie do siebie, ale córka jest przeciwna

Córka mnie nie pyta, po prostu rano przyprowadza mi wnuki. I nie martwi ją, że mam także swoje życie osobiste. Od trzech lat spotykam się z jednym mężczyzną. Andrzej w końcu zrobił mi oświadczyny, prosi mnie do siebie, ale córka jest przeciwna.

Pół roku temu moja córka rozwiodła się, i teraz przez to nie mogę wyjść za mąż. Mam 61 lat, mojej córce Irenie będzie 30. Została z dwójką dzieci i bardzo liczy teraz na moją pomoc.

Radziłam Irene, aby dobrze przemyślała to ważne życiowe rozstrzygnięcie. Ale Irena jest bardzo uparta, jeśli już coś zdecyduje, to praktycznie niemożliwe jest ją przekonać do czegoś przeciwnego. Córka jest pewna, że sobie poradzi, bo jest kierownikiem działu w firmie. Ale aspekt finansowy to tylko jedna strona sprawy, Irena nie bierze pod uwagę tego, że ojcu dzieci jest również potrzebny.

Córka postanowiła, że teraz jestem zobowiązana jej pomagać. Wnuki mają 5 i 6 lat, są aktywni, a ja ledwo nadążam za nimi nawet na spacerze na dworze. Ponadto dzieci są nieposłuszne, nie wiem, jak córka je wychowuje, mogą w każdej chwili wykręcić jakiś numer.

Ale nikomu nie przeszkadza siedzenie z nimi, a to muszę robić ja. Córka spłaca kredyt za mieszkanie, więc musi chodzić do pracy.

Próbowała znaleźć nianię, przyszła jakaś dziewczyna, ale nawet nie wytrzymała trzech dni, uciekła. I ta sama historia z kolejnymi pracownicami – nie radziły sobie i szukały czegoś łatwiejszego.

Zapisywaliśmy dzieci do przedszkola, ale tam taka historia – jedno zachoruje, od razu drugie też, a mimo to trzeba komuś być z nimi w domu. I znowu wszystko spada na mnie.

Nie raz mówiłam córce, żeby rozwiązywała swoje problemy sama. A ona mi odpowiada – po co, biorę dzieci do pracy? Jesteś babcią, więc musisz pomagać.

Córka mnie nie pyta, po prostu rano przyprowadza mi wnuki. I wszystko byłoby w porządku, ale mam także swoje życie osobiste. Od trzech lat spotykam się z jednym mężczyzną. Andrzej w końcu doszedł do poważnych związków i zrobił mi oświadczyny.

Mieszka w swoim własnym domu, 15 kilometrów ode mnie, i chce, żebym po ślubie przeprowadziła się do niego, mówi, że jego posiadłość od dawna potrzebuje kobiecej ręki.

Ja sama duszą przylgnęłam do Andrzeja, choć teraz poszłabym z nim do urzędu stanu cywilnego, ale moja córka, jak tylko usłyszała o tym, zaczęła mnie łajać, że na starość lat za mąż się zebrałam, zamiast myśleć o dzieciach i wnukach.

Irena stanowczo i kategorycznie oświadczyła, że jeśli zgodzę się na propozycję Andrzeja, to przestanie ze mną się komunikować.

Teraz nie wiem, co wybrać – osobiste szczęście czy rolę niani dla wnuków.