Dla mojej młodszej córki jestem zdrajcą. Czuje żal i smutek wobec swojego ojca. Bardzo go kochała. Mojego szczęścia nie chce i nie może zrozumieć ani zaakceptować

Niedawno skończyłam 48 lat. Wyszłam za mąż w wieku 20 lat i przez dwadzieścia trzy lata żyłam w szczęśliwym małżeństwie. Wspólnie wychowaliśmy dwie córki – 22-letnią i 19-letnią. Niestety, od kilku lat nie żyje mój pierwszy mąż.

Byliśmy bardzo bliscy, kochałam go całym sercem, jak własnego, przez wszystkie te lata nie pozwalałam sobie nawet spojrzeć na innych mężczyzn. Nasze małżeństwo było szczęśliwe, spokojne i przytulne. Jego odejście przeżywałam bardzo trudno, a życie tak się potoczyło, że rok po jego śmierci poznałam mężczyznę, którego pokochałam naprawdę. To miłość, takiej nie czułam przez całe życie. Moje córki również to dostrzegły. Z ojcem miałyśmy zupełnie inny związek, ciepły i bliski, ale bez namiętności i błysku w oczach. Starsza ode mnie się cieszyła, ale młodsza podchodziła do tego z dystansem i spokojem.

Bardzo szybko zaczęliśmy się dogadywać z moim nowym partnerem, zrobił mi propozycję, i wzięliśmy ślub. Teraz mieszkamy u niego. Starsza córka jest już samodzielna i mieszka z mężem we własnym mieszkaniu, mają bardzo ciepłe i bliskie relacje. Ale z młodsza jest wszystko bardzo skomplikowane. Któregoś dnia podsłuchała rozmowę z moją najlepszą przyjaciółką na temat mojego pierwszego męża i obecnego partnera. I to wszystko! Zaczęła się ode mnie oddalać. Prawie się nie komunikujemy. Kiedy dzwonię lub chcę przyjechać, zawsze szuka pretekstu, żeby odmówić. Sama nigdy nie dzwoni i nie przyjeżdża.

Starałam się z nią porozmawiać, przygotować się do szczerej rozmowy, ale wyszło tylko gorzej. Córka rozpłakała się i odłożyła słuchawkę. Udało mi się porozmawiać z nią przez starszą córkę. Od niej dowiedziałam się wszystkiego. Dla młodszej jestem zdrajczynią. Żałuje i jest jej smutno z powodu ojca. Nie chce i nie może zrozumieć ani zaakceptować mojego szczęścia, ani rozmawiać ze mną, uważa, że jestem zdrajczynią i kontakt ze mną jest zdradą wobec jej ojca. Samotnie, pomimo swojego wieku, nie może przetrawić jego śmierci i ciągle tęskni za nim.

Nie wiem, co mam robić. Kocham bardzo mojego drugiego partnera, ale jeśli muszę wybierać między nim a córką, to wybiorę córkę bez wahania. Prawdopodobnie nie ma wyjścia. Wyjaśnię wszystko partnerowi i złożę pozew rozwodowy.

Czy to naprawdę jest zdrada córki i zmarłego męża? Jestem teraz szczęśliwa obok niego, ale córka cierpi z tego powodu. Czy mogę teraz nazywać siebie dobrą matką?