Jak ja przez 22 lata znosiłam wybryki mojego męża, a rozwiodłam się zaledwie przez rozbite kubki

Gdy 25 lat temu mój przyszły mąż biegał i opiekował się mną, nigdy bym nie pomyślała, że nasze życie małżeńskie stanie się dla mnie takim wyzwaniem. W młodości pracowałam jako pomocniczka biblioteczna, a mąż w trudnych czasach zakładał swoją firmę.

Wtedy był najjaśniejszym przykładem “złego chłopca”, od którego wszystkie dziewczyny były oczarowane. Ja wtedy nawet nie myślałam o rodzinie i po prostu pozwalałam mu się mną opiekować. Po 2 latach udało mu się mnie zdobyć, zaczęliśmy się spotykać, a rok później wzięliśmy ślub.

O ile pamiętam nasze małżeństwo, ledwo przypominam sobie, kiedy u nas kiedykolwiek było normalnie. Być może pierwszy rok po ślubie spędziliśmy w harmonii, ale przez wszystkie pozostałe lata czułam się jak służąca, a raczej nienawidząca służąca w domu.

Jego ciągłe zarzuty zjadały mnie dzień po dniu. On, prawdopodobnie, zaczął czuć się jak król, a mnie uważał za służącą. Ciągle musiałam znosić jego wieczne zaczepki.

Sprzątania w domu nigdy nie pomagał, w sklepie po zakupy nie można było go posłać – to nie jest męska sprawa. Nawet wyniesienie śmieci rano w drodze do pracy było dla niego dużym problemem, przez co robił mi awantury.

W domu wszystko zostawiał gdzie popadnie. Pilot od telewizora mogłam znaleźć obok kuchenki w kuchni. Brudne talerze stale stały na podłodze w salonie, bo jadł tam, a talerz po prostu stawiał na podłodze, żeby nie wstawać z kanapy. Stąd też brudne plamy od jedzenia na pościeli.

To wszystko to tylko mała część jego wybryków w naszych stosunkach. Pewnego razu popijał herbatę i, jak zawsze, zostawił kubek na komodzie między kuchnią a salonem. Poprosiłam go, aby posprzątał go przynajmniej do kuchni, bo przecież tam się poruszamy i możemy go przypadkowo potknąć, na co odpowiedział mi: dobrze, zaraz posprzątam.

Sprzątałam mieszkanie, podczas gdy on oglądał telewizję. Po pół godziny ponownie poprosiłam go o posprzątanie kubka, a on zaczął krzyczeć, żeby nie dręczyła go, bo przecież wszystko pamięta. Po kolejnych 40 minutach, gdy już kończyłam sprzątanie, przypadkiem uderzyłam w komodę i krążący kubek spadł na podłogę i się rozbijł.

Zaczął krzyczeć, że hałaszę i nie pozwalam mu oglądać telewizji. To była ostatnia kropla, po tej kubce mieliśmy bardzo długą kłótnię trwającą tydzień, w której już niczego się nie bałam mu powiedzieć. W efekcie tej kłótni złożyłam pozew rozwodowy.

Tak oto przez wiele lat znosiłam wszystkie wybryki swojego męża, a zwykły kubek ostatecznie postawił kropkę w naszych związkach.